niedziela, 25 października 2015

Rozdział 4

Dzisiejszy dzień ciągnął się bez końca, wszyscy chodzili wkoło mnie na paluszkach i pytali czy wszystko w porządku, i czy czegoś mi nie potrzeba. Co prawda nadal jestem roztrzęsiona ostatnimi wydarzeniami, lecz zaczynam już powoli jaśniej myśleć. Pomimo natłoku tych wszystkich wydarzeń nadal najbardziej rozpaczam nad stratą Tylera, czy to kiedyś stanie się łatwiejsze? Muszę przestać o tym myśleć przynajmniej na chwilę, inaczej Elena, która właśnie podjechała wraz z Bonnie pod mój dom, nigdy nie przestanie się zamartwiać mną, a przecież wiem, że ma też własne problemy.

Pospiesznie założyłam kurtkę i zbiegłam po schodach, by moje przyjaciółki nie musiały oglądać tego chaosu, który panuje w mojej sypialni. Kompletnie nie miałam ostatnio czasu ani chęci by trochę ogarnąć mój pokój, od chwili gdy Tyler… nie zdążyłam dokończyć tej myśli gdyż wpadłam prosto na Elenę, która zmierzała właśnie w moją stronę by się przywitać.
- Car uważaj, bo następnym razem możesz wpaść na coś twardszego – przestrzega mnie uśmiechając się nieśmiało. Widzę, że stara się rozluźnić napięcie po wczorajszym dniu, lecz nie wie czy nie za wcześnie na żarty.
- Nie będzie tak źle, po prostu odpłynęłam na chwilę – odparłam, po czym utkwiłam wzrok w chodniku.
- Dziewczyny będziecie tak stać, czy wreszcie wsiądziecie do samochodu? – zawołała do nas Bonnie.
Większość drogi milczałyśmy, oczywiście zaraz po tym jak zrelacjonowałam Bonnie to co przytrafiło mi się poprzedniego dnia. Sprawiała wrażenie przerażonej, dlatego też postanowiłam oszczędzić jej szczegółów.


Kiedy już dojechałyśmy na miejsce, przed wejściem do szkoły stał Stefan z Damonem i dyskutowali
o czymś zapalczywie. Podeszłyśmy wszystkie trzy aby się z nimi przywitać, lecz gdy już miałyśmy to uczynić Damon ukłonił się i oznajmił iż musi już iść. Zaczęłam się zastanawiać, że jak na 17 latka zachowuje się o wiele doroślej, te dobre maniery i cała ta gracja w jakiej się porusza, wydaje mi się być tak nienaturalna, jakby był z jakiegoś innego wieku.
- Jak się czujesz dzisiaj Caroline? – zapytał zatroskany Stefan wyrywając mnie tym z moich natarczywych przemyśleń.
- Jeśli wciąż będę słyszeć to pytanie, to chyba zwariuję – odpowiedziałam, i od razu poczułam się źle, uświadamiając sobie, że on się tylko o mnie troszczy, natychmiast się poprawiłam – To znaczy jest już lepiej naprawdę, nie ma się czym przejmować – uśmiechnęłam się nieśmiało po czym ruszyłam wraz z przyjaciółkami na lekcje.

Po szkole chciałam pobyć trochę sama, więc powiedziałam Elenie, że nie musi mnie odwozić, oczywiście nie obyło się bez protestu, ale cóż w końcu się ugięła. Jak na złość zaczęło padać, więc wbiegłam szybko do pierwszego lepszego sklepu i po raz drugi dzisiaj niechcący wpadłam na kogoś.
- Przepraszam, nie chciałam – wydukałam pospiesznie.
Kiedy mężczyzna się odwrócił nie byłam w stanie wydusić z siebie nic więcej, samo patrzenie na
niego wprawiało mnie w onieśmielenie
- Ależ nic się nie stało kochanie – odparł – Skąd ten pośpiech? – zapytał i uśmiechnął się
- J-ja, to jest deszcz zaczął padać, więc wbiegłam do pierwszego lepszego sklepu. – odpowiedziałam, po czym poczułam oblewający mnie rumieniec. Nigdy nie jąkałam się ani tak nie denerwowałam przed żadnym chłopakiem, a raczej mężczyzną, bo on z całą pewnością do chłopców nie należał.
- Może cię podwieźć? – zapytał wbijając we mnie wzrok tak intensywnie, że przez chwilę nie byłam w stanie nic odpowiedzieć.
- Nawet nie wiem jak masz na imię – wypaliłam po czym zaczęłam się karcić w duchu za to co powiedziałam. Ostatnie czego mi trzeba to poznawanie nowego czarującego, niezaprzeczalnie oszałamiającego faceta.
- Wybacz me maniery, powinienem się od razu przedstawić, jestem Klaus. – odparł i wciąż patrząc mi w oczy uniósł moją dłoń, lekko się pochylił i ją pocałował.
Kiedy już miałam zdradzić mu swoje imię do sklepu wbiegł jakiś roztrzęsiony mężczyzna i zaczął krzyczeć coś o ataku dzikiego zwierzęcia. Nie zdążyłam się zorientować, kiedy zostałam wypchnięta za drzwi przez grupę ludzi, którzy przepychali się by zobaczyć co się stało. Zaczęłam szukać wzrokiem Klausa, ale jego już nie było. Zrezygnowana ruszyłam w stronę wszystkich tych ludzi, którzy robili szum wokół  tego zdarzenia. Kiedy podeszłam bliżej udało mi się wychylić na tyle z tłumu by zauważyć dziewczynę, która leżała na ziemi cała zakrwawiona i jak się obawiałam martwa. Była mniej więcej w wieku poprzedniej ofiary, nie mogłam uwierzyć, że to znowu się dzieje. Pospiesznie odeszłam od miejsca wypadku i pobiegłam do domu nie oglądając się za siebie.

Wieczorem starałam się odegnać powracające myśli do tego czego byłam dzisiaj świadkiem. Co tu się dzieje? W ciągu dwóch dni dwie osoby padły ofiarą ataku dzikiego zwierzęcia? I to dwie dziewczyny w podobnym wieku? Coś tu nie gra. Wzięłam proszki uspakajające ponieważ nie mogłam znieść już tego stresu. Weszłam pod kołdrę i zaczęłam myśleć o Klausie, kolejnym
tajemniczym mężczyźnie, który pojawił się w mieście. Choć był inny, przypominał trochę braci Salvatore, jednak było w nim coś bardziej tajemniczego, czy może mrocznego? Przed oczami wciąż miałam jego cudowne oczy w kolorze lapis lazuli. Wpatrywał się nimi tak intensywnie we mnie, że na samą myśl przechodziły mnie ciarki.

Na następny dzień do szkoły podwiozła mnie mama, ponieważ Elena źle się czuła i zadzwoniła, że nie będzie jej w szkole. Wchodząc na lekcje postanowiłam, że nie będę mówić nikomu o tym czego byłam świadkiem wczoraj. Nie chcę, żeby znowu zaczęli się martwić i zadawać setki pytań. Idąc na moją pierwszą dziś lekcję spotkałam Stefana. Wyglądał na zmartwionego i spieszył się gdzieś.
- Hej, gdzie się tak spieszysz? – zapytałam stając mu na drodze.
- Witaj Caroline – powiedział – Wybacz ale nie mam teraz czasu rozmawiać. – przeprosił po czym udał się w stronę wyjścia.
Co się dzieje? Ostatnie tygodnie są naprawdę dziwaczne. Do Mystic Falls ciągle przybywają jacyś tajemniczy mężczyźni, ludzie zaczynają ginąć… zatrzymałam się przy tej myśli. Zaraz, zaraz czy to możliwe, że odpowiedzialny za to jest któryś z nowych? Szybko jednak porzuciłam tę myśl karcąc siebie w duchu za to, że w ogóle przyszło mi coś takiego do głowy. To na pewno tylko zbieg okoliczności. Resztę lekcji oczywiście siedziałam i wkoło analizowałam wydarzenia ostatnich dni. Kiedy zadzwonił dzwonek zerwałam się z krzesła i wyszłam, ciesząc się, że to już koniec lekcji na dzisiaj. Chciałam zajrzeć do Grilla i zobaczyć co u Matta, no i przy okazji zapytać go czy są już jakieś wiadomości na temat przedwczorajszego wypadku w łazience.
W Grillu spotkałam Damona, który siedział... z Klausem? Nie byłam pewna dopóki nie podeszłam
bliżej i nie spojrzałam po raz kolejny w ten onieśmielający wzrok, który spoczął na mnie, kiedy tylko podeszłam do ich stolika.
- Caroline, witaj skarbie – przywitał się Klaus
Skąd on zna moje imię? Przecież nie zdążyłam się przedstawić, czyżby Damon mu powiedział? Ale przecież to oznaczałoby, że rozmawiali o mnie... 
- Cześć – odparłam nieśmiało wbijając wzrok w stolik, nie byłam w stanie dłużej wytrzymać tego palącego spojrzenia.
- To wy się znacie? – zapytał Damon zaniepokojony
- Caroline wpadła na mnie w sklepie – odpowiedział Klaus i ponownie skierował spojrzenie na mnie.
- Ciekawe. Klaus jest tu tylko przejazdem – powiedział i spojrzał na niego uśmiechając się nieufnie.
- Właściwie to zaczyna mi się tu podobać, być może zostanę dłużej – odparł i spojrzał na mnie, a potem dodał – tymczasem wybaczcie ale muszę wracać do swoich interesów. Pożegnał się i odszedł.
Po wyjściu Klausa dosiadłam się do stolika Damona, próbując go trochę wypytać o nowo przybyłego, lecz jedyne co mi powiedział, to, to żebym trzymała się on niego z dala.
Kiedy wróciłam do domu, pognałam prosto na górę i wykończona poszłam spać.

Stefan
- Co to znaczy, że Caroline wpadła na niego w sklepie?! – zapytałem zdenerwowany.
- Wybacz braciszku, on wrócił i nie zamierza się z tym ukrywać – odpowiedział Damon
- Widziałeś co zrobił tym dwóm dziewczynom, jak myślisz co zrobi Caroline jeśli, będą tak na siebie wpadać?! – zacząłem na niego naskakiwać choć wiedziałem, że to nie jego wina.
- Rozmawiałem z nim dzisiaj i obawiam się, że nie odejdzie póki nie dostanie tego czego chce – oznajmił
- Nie dam mu tego czego chce
- W takim razie będziemy musieli się nim zająć, zanim dobierze się do twojej ślicznej Eleny – powiedział Damon, po czym wyszedł i zostałem sam ze swoimi zmartwieniami.
Wiedziałem, że siedząc i rozmyślając nic nie wskóram, więc udałem się pod dom Eleny by sprawdzić czy u niej wszystko w porządku. Oczywiście nie wchodziłem do środka, było na to za późno. Upewniwszy się, że Klausa tu nie było sprawdziłem jeszcze czy z Caroline wszystko w porządku. Kiedy wróciłem do domu dobiegły mnie odgłosy Damona i kogoś jeszcze. Wszedłem do salonu, a na kanapie siedział mój brat z Elijah, bratem Klausa.
- A on co tutaj robi?! – zwróciłem się do Damona
- Spokojnie, nie przyszedłem szukać kłopotów – odpowiedział Elijah po czym dodał – Jestem tu by powstrzymać Klausa przed tym co zamierza uczynić…

Witam was kochani w czwartym rozdziale mojego opowiadania. Mam nadzieję, że wam się spodoba i chętnie będziecie zostawiać komentarze :)

6 komentarzy:

  1. Świetny świetny i jeszcze raz świetny. Uwielbiam tego bloga

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo mocno nie chcę Wam spamować, bo sama wiem, jak to denerwuje, ale chciałabym tylko napisać, że pojawię się tutaj niedługo (mam nadzieję, że w ten weekend) i wszystko nadrobię i skomentuję. Nie zapomniałam! A, dziewczyny! Byłoby super, gdybyście dodały opcję obserwatorów, bo albo ja nie wiem gdzie to znaleźć, albo jestem po prostu ślepa :<
    A przy okazji nowy rozdział u mnie, zapraszam :*

    No, także proszę oczekiwać niedługo komentarzy ode mnie :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Elijah <3
    Ojejku mój ulubiony Pierwotny po Klausie :D
    Świetnie, cudnie, czekam na więcej :)

    http://zapachstron.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  4. Ciekawe opowiadanie, nie nudzi. Podoba mi się to, że dziewczyny jeszcze nie wiedzą o naszych wampirach ^^
    Radziłabym tylko popracować nad interpunkcją i powtórzeniami ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zapraszam do mnie ;)
      http://hsdsintvd.blogspot.com/

      Usuń