-Co Ty robisz? - spytałam zdziwiona, gdy zaczął powoli kierować swoje usta ku moim. Nie miałampojęcia co znaczą jego wcześniejsze słowa. Myślał, że jak powie że mnie pocałuje to się zgodzę. Logika mężczyzn jest po prostu katastroficzna. Mina Damona ukazywała widoczne zmieszanie.
-Przepraszam, to było niestosowne - odsunął się, subtelnie poprawiając swoją czarną skórzaną kurtkę.
-Masz rację - również zrobiłam krok do tyłu, tak dla bezpieczeństwa. Chciałam już iść do domu, ale z drugiej strony jego towarzystwo bardzo mi odpowiadało. To wszystko było takie zagmatwane. Owszem Damon jest pociągającym mężczyzną, ale nie wydaję mi się żeby był dobrą partią na coś poważniejszego. Na pierwszy rzut oka widać, że jest lekkoduchem. Z resztą jest jeszcze Stefan, zupełne przeciwieństwo.
-Halo, jesteś tam? - ocknęłam się, gdy ręką energicznie wymachiwał przed moją twarzą.
-Tak, przepraszam zamyśliłam się - zaczęłam szybko mrugać oczami, powracając do rzeczywistości.
-Chyba już pójdę - pokazałam kciukiem na drzwi.
-Tak, późno już. Mystic Falls wieczorami nie jest zbyt bezpieczne - uśmiechnął się, a w jego oczach pojawił się lekki błysk, co powodowało że ich kolor był intensywniejszy.
-Dobranoc - podeszłam do drzwi, gdy się odwróciłam on nadal tam stał, nie wiem po co. Przecież nic mi się nie stanie.
-Możesz już iść - zachichotałam spoglądając na niego.
-Chce być pewien, że dotrzesz cała i zdrowa - jego zachowanie było trochę dziwne, aczkolwiek bardzo urocze. Weszłam do domu, wcześniej jeszcze machając Damonowi na pożegnanie. Wzięłam głęboki oddech i udałam się wprost do mojego pokoju. Po szybkim prysznicu, usiadłam jak zawsze na parapecie z pamiętnikiem. Dziś nie mogłam się jakoś zebrać do napisania tam czegokolwiek, nie wiem czemu. Siedziałam wyglądając przez okno, miałam cichą nadzieję, że zobaczę tam któregoś z braci. Jednak, nadzieja matką głupich. Po godzinie postanowiłam pójść spać.
Biegnę, wiem że nie mogę się zatrzymać. W moich płucach zaczyna brakować powietrza, ale nogi same gnają przed siebie. Mój strach sięga zenitu, nie wiem co się dzieję i właściwie dlaczego uciekam. Gwałtownie się zatrzymuje i ostrożnie odwracam za siebie. W oddali widzę dwie postacie one, one ze sobą walczą. Chce to przerwać, podchodzę bliżej jednak obraz jest strasznie zamazany. Chce podejść bliżej, ale nie mogę. Moje nogi zastygają w bezruchu. W pewnym momencie widzę jak cała bitwa ustaje, jedna z osób walczących leży na ziemi, a druga zwraca twarz w moją stronę. Zastygam z przerażenia.
-Katerina - krzyczy.
Otwieram oczy łapiąc łapczywie powietrze. Jestem cała zalana potem, a przerażenie nie mija. Nerwowo rozglądam się po pomieszczeniu, dookoła nie ma już lasu, a moja sypialnia. Do pokoju wbiega ciocia Jena.
-Elena słonko co się stało? - mówi troskliwym głosem, siada przy mnie i mocno obejmuje.
-Jesteś cała mokra.
-Miałam koszmar, to nic takiego.
Po trzydziestu może czterdziestu minutach ciotka Jena wychodzi, a ja znów zostaje sama. Ciągle w głowie mam ten sen. Był dziwny, a zarazem tak cholernie straszny. Najbardziej zastanawia mnie ostatnie słowo, które wyraźnie usłyszałam. Czemu usłyszałam Katerina? Kto to jest? Dlaczego te słowa były skierowane do mnie? Tak, wiem wiem w końcu to był tylko sen, ale tak strasznie realny. Nie zasnęłam już do rana, w sumie zbyt dużo czasu do niego nie zostało. Wstałam z łóżka nie mając ochoty już na nic. Jednak obowiązki wzywają muszę iść do szkoły, w końcu za tydzień jest bal maskowy. Stare suknie, przebrania, muzyka. Jestem przewodniczącą szkoły, muszę się tym zająć. Oczywiście do pomocy mam moje wierne przyjaciółki, ale sam pomysł udekorowania, jedzenia, picia zostaje w moich rękach. Wyszłam z domu, szłam nie obecna. Dziś było wyjątkowo chłodno, mroźny wiatr rozwiewał moje włosy, a na moich policzkach pojawiły się rumieńce.
-Rozchorujesz się - poczułam jak na moje ramiona opada coś ciepłego. Obróciłam się i zobaczyłam te miłą twarz, to był Stefan. Czule uśmiechał się do mnie, a ja po prostu nie potrafiłam nie
odwzajemnić, co przyczyniło się do natychmiastowego uniesienia się kącików moich ust.
-Weź te kurtkę, zimno Ci będzie - chciałam oddać mu ubranie, ale natychmiastowo położył rękę na mojej i powstrzymał mnie. Przez moje ciało przeszedł delikatny dreszcz. Był spowodowany zapewne zimnem. Chociaż opcja, że to przez Stefana nie jest przeze mnie wykluczona.
-Nie, mi jest ciepło. A Tobie się przyda, jesteś lodowata - objął mnie, a ja w sumie sama nawet nie wiem dlaczego przylgnęłam do jego ramion. Od razu zrobiło mi się cieplej, czułam się taka bezpieczna. Na chwilę odsunęłam się od Stefana, aby spojrzeć w jego oczy. Było w nich coś dziwnego, chociaż może nie tyle dziwnego, a pociągającego. Były takie tajemnicze, a zarazem pełne troski. Miałam wrażenie, że zna mnie na wylot, i że z nieznanych powodów chce za wszelką cenę mnie bronić. Tylko przed czym?
-Zastanawiam się, dlaczego tak się mną opiekujesz? - zadałam te pytanie i szybo skarciłam się w myślach. To było niestosowne.
-Jesteś wyjątkowa Eleno, nie zniósłbym myśli, że ktoś mógłby Cię skrzywdzić - odgarnął niesforny kosmyk moich włosów, który opadał na moją twarz. Kciukiem zaczął gładzić mój zaróżowiały policzek. Trochę mnie to skrępowało, ale skutecznie to maskowałam. Jego twarz zaczęła zbliżać się do mojej. Gdy już prawie nasze usta złączyły się usłyszałam chrząknięcie. Natychmiast oderwałam się od Stefana i energicznie odwróciłam się.


Szkoda że taki krótki :( Ale czekam na następny :* Pisz szybko . Zapraszam do mnie http://duszecienibloodmoon.blogspot.com
OdpowiedzUsuńŚwietny nie mam zastrzeżeń :)
OdpowiedzUsuńCudnie jak zawsze.
OdpowiedzUsuńTen gif z Damonem na końcu najbardziej rozwala :>
http://zapachstron.blogspot.com/