niedziela, 30 sierpnia 2015

Rozdział 2

Dzisiejszy dzień był wykańczający. Razem z Bonnie skończyłyśmy przygotowania do imprezy urodzinowej Eleny, która odbędzie się już jutro. Cały dzień siedziałyśmy w szkole i dekorowałyśmy salę. Udało mi się porozmawiać z Eleną na temat nowego, co dosyć rzadko się zdarza, ponieważ Elena jest zazwyczaj skryta. Na razie twierdzi, że jest miły i szarmancki i tyle, ale ja wiem, że już od ich pierwszego spotkania wpadł jej w oko. Jak zwykle zostałam wyrwana z moich głębokich rozmyślań przez Tylera, który właśnie po mnie przyjechał. 

- Witaj kochanie – przywitał się – mam dla Ciebie niespodziankę – oznajmił, po czym wyjął nieduże czarne pudełko z kieszeni – To dla Ciebie – powiedział po czym je otworzył i moim oczom ukazała się piękna srebrna bransoletka.
-Tyler, nie wiem co powiedzieć, jest piękna – zdążyłam wyjąkać, kiedy on już zapinał mi ją na ręce.
Przyglądałam jej się przez chwilę, po czym
zarzuciłam mu ręce na szyję i zaczęłam obsypywać go pocałunkami.
-Brakowało mi Ciebie Caroline – powiedział po czym pocałował mnie raz jeszcze i przytulił – Przepraszam, że ostatnio Cię zaniedbywałem, ale mam ostatnio dużo rzeczy na głowie
W tej chwili nie rozmyślałam już nad tym, że ostatnio był jakiś niedostępny, cieszyłam się chwilą – Kocham Cię – powiedziałam patrząc mu głęboko w oczy.
- Ja Ciebie też Car, nawet nie wiesz jak bardzo – odparł po czym posadził mnie sobie na kolanach i zaczął obsypywać pocałunkami po szyi i dekolcie.
- Mmm Tyler – westchnęłam i wsunęłam mu ręce pod koszulkę, on natomiast zaczął wsuwać swoje pod moją sukienkę i trzask, w tej chwili drzwi od mojego pokoju się otworzyły, a ja aż podskoczyłam z przerażenia.
- Co tutaj się dzieje?!
- Nic mamo, my tylko… - próbowałam się jakoś wytłumaczyć lecz wiedziałam, że to na nic. Czy może być coś gorszego od przyłapania przez własną matkę na pieszczotach ze swoim chłopakiem?
- Tyler myślę, że powinieneś już iść – zmierzyła go groźnym spojrzeniem po czym wskazała na drzwi
- Tak jest Pani Forbes, przepraszam, to się więcej nie powtórzy – odpowiedział speszony, po czym wstał poprawił koszulkę, puścił do mnie oczko i już go nie było.
Ja oczywiście miałam później wielki wykład na temat wieczornych wizyt Tylera, ale jakoś z tego wybrnęłam. Byłam już tak zmęczona, że zatrzasnęłam za sobą drzwi i opadłam bezwładnie na łóżko.
Rano zadzwoniła Bonnie, oznajmiając że przyjedzie po mnie za 20 minut. Pospiesznie spakowałam swój strój na bal maskowy oraz prezent dla Eleny i pognałam przed dom. Bonnie już czekała z wielkim uśmiechem na twarzy.
- Z czego się tak cieszysz? – zapytałam zaciekawiona
- Nie mogę się już doczekać miny Eleny, kiedy zobaczy co dla niej przygotowałyśmy
- Myślisz, że jej się spodoba?
- No jasne, będzie zachwycona, zwłaszcza kiedy zobaczy Stefana
- Żeby tylko nie pomyślała, że próbujemy ją swatać na siłę – odpowiedziałam zmieszana
- Nie pomyśli, spokojnie wszystko pójdzie po naszej myśli – odparła po czym zapaliła silnik i ruszyła w stronę domu Eleny
Kiedy dotarłyśmy na miejsce pospiesznie zabrałyśmy wszystkie swoje rzeczy i poszłyśmy się przygotować.
Elena oczywiście wyglądała oszałamiająco, miała na sobie obcisłą czarną sukienkę aż do ziemi, a do tego wielki srebrny naszyjnik na szyi. Bonnie była ubrana w zieloną rozkloszowaną sukienkę, ja natomiast w krótką
czerwoną kreację.
-Muszę przyznać dziewczyny, że wyglądamy wręcz olśniewająco – oznajmiła Bonnie, po czym tanecznym krokiem podeszła do nas, złapała za ręce i wszystkie trzy ruszyłyśmy na wielkie tegoroczne wydarzenie (niespodziankę).
Gdy dotarłyśmy na miejsce, było już pełno ludzi. Spojrzałam na Elenę po czym pchnęłam ją w środek tłumu, który nagle się rozstąpił, a naszym oczom ukazał się wielki tort z napisem Szczęśliwych 18-stych urodzin Elena. Do tego z boku stało dwóch mężczyzn, którzy umiejętnie żonglowali sztucznymi ogniami. Nagle wszyscy odeszli krok w tył zostawiając Elenę w samym
środku spektaklu i zaczęli śpiewać sto lat.
Szok malował się na jej twarzy, widać było, że tego się nie spodziewała. Razem z Bonnie uśmiechnęłyśmy się do siebie, kiedy ujrzałyśmy zbliżającego się Stefana. Był ubrany w czarny garnitur, wyglądał wręcz nieziemsko. Podszedł do Eleny po czym ukłonił się i wysunął rękę w jej stronę prosząc ją do tańca.
Kiedy wiedziałam, że moja robota tutaj jest już skończona podeszłam do stolika z poczęstunkiem i zaczęłam doglądać Tylera, niestety nigdzie go nie widziałam. Stojąc tak i wpatrując się w tłum zamaskowanych ludzi zauważyłam nieznajomego wpatrującego się intensywnie w Elenę i Stefana. Nie wiem kto to był ale zdecydowanie różnił się od całego tłumu. Ubrany był cały na czarno, jego oczy były intensywnie niebieskie, nawet z tej odległości nie dało się ich nie
zauważyć. Nagle na jego twarzy wykwitł tajemniczy uśmiech, powiodłam za jego wzrokiem i zauważyłam minę Stefana. Był zszokowany i jakby przerażony, przestał tańczyć z Eleną, i za chwilę już go nie było. Ten drugi tajemniczy mężczyzna też zniknął w mgnieniu oka. Zaczęłam się zastanawiać nad tym co tu się właśnie wydarzyło, czy to możliwe, żeby ktoś pojawił się i zniknął tak szybko? Zdezorientowana podeszłam do Eleny i zapytałam
- Co się właśnie stało?
- Nie wiem, tańczyliśmy, było miło, kiedy Stefan nagle cały zesztywniał przeprosił mnie i pospiesznie odszedł – odpowiedziała zasmucona. – Myślisz, że to przeze mnie, zrobiłam coś nie tak? – zapytała z paniką w głosie
- Oczywiście, że nie Eleno, spróbuj się uspokoić, na pewno wróci – No cóż, co do tego pewności nie miałam, ale nie chciałam martwić Eleny. Zabrałam ją ze sobą, poszłyśmy do Bonnie i zaczęłyśmy tańczyć.
- Widziałaś gdzieś Tylera? – wykrzyknęłam w stronę Bonnie, usiłując przekrzyczeć głośną muzykę.
- Nie zauważyłam go nigdzie, może jeszcze nie dotarł… - odparła po czym została porwana do tańca przez jakiegoś chłopaka w niebieskim garniturze.
Zabawa trwała w najlepsze, a po Tylerze nie było ani śladu, zaczęłam się już zamartwiać, że mogło mu się coś stać. Wyszłam przed szkołę, kiedy usłyszałam czyjeś krzyki
- Damon co Ty tu do cholery robisz?! – wykrzykiwał wściekły Stefan
- Tak witasz swojego ukochanego braciszka? Daj spokój, wiem że za mną tęskniłeś – nieznajomy
uśmiechnął się po czym przeniósł wzrok na mnie. – Nie ładnie podsłuchiwać, moja droga – oznajmił rozbawiony
Stefan również skierował wzrok ku mnie, aż mi zmiękły nogi, nie wiedziałam co odpowiedzieć, więc przeprosiłam i uciekłam. Co to było do cholery? Zaczęłam się zastanawiać nad całą tą sytuacją. Nie wiedziałam, że Stefan ma brata, chociaż skąd mogłam wiedzieć, dopiero co go poznałam. Usiadłam na ławce przed szkołą i zaczęłam się zastanawiać nad dzisiejszym wieczorem. Za sobą usłyszałam czyjeś kroki, odwróciłam się i zobaczyłam Stefana.
- Wybacz, że musiałaś być świadkiem tej sytuacji – powiedział po czym usiadł obok mnie
- Nie musisz przepraszać, to ja powinnam za to, że podsłuchiwałam. A swoją drogą to nie wiedziałam, że masz brata – napomknęłam, mając nadzieję, że powie coś więcej
- Tak, ale nie żyjemy w najlepszych stosunkach ze sobą, jak zresztą zauważyłaś – odparł
- No cóż, nie dało się nie zauważyć. Powinieneś porozmawiać z Eleną – zmieniłam szybko temat, widząc, że on nie chce o tym rozmawiać
- Tak, wiem, właśnie zmierzałem do szkoły, ale skoro Cię spotkałem po drodze, to stwierdziłem, że wyjaśnię Ci tą sytuację, której byłaś świadkiem
- Może oboje powinniśmy wrócić… - zasugerowałam, po czym wstaliśmy i udaliśmy się z powrotem na imprezę.
Kiedy weszliśmy do środka zauważyłam Elenę tańczącą z jej byłbym chłopakiem Mattem, Stefan
najwyraźniej też to zauważył, bo wpatrywał się w nich intensywnie.
- Elena najwyraźniej świetnie się bawi – powiedział wciąż badawczo przyglądając się tańczącej parze
- Może pójdziesz tam i odbierzesz swój taniec? –
zasugerowałam, a kiedy spojrzałam w jego stronę, on uśmiechnął się zadziornie i ruszył w stronę solenizantki
Mina Matta była bezcenna, kiedy musiał ustąpić Stefanowi, który mierzył go wzrokiem od stóp do głów, zaraz potem porwał Elenę w wir tłumu. Ja natomiast byłam już wykończona, więc postanowiłam, że pojadę do domu, a w sumie to przejdę się, ponieważ Bonnie jest zbyt zajęta swoim nowym amantem, żeby mnie odwieźć. Wyszłam na zewnątrz wyjęłam telefon i postanowiłam zadzwonić do Tylera. Niestety odezwała się poczta głosowa
- Tyler, dlaczego nie dotarłeś na bal? Czy coś się stało? Odezwij się jak najszybciej, martwię się – nagrałam mu się po czym schowałam telefon do torebki. Idąc tak samotnie ulicą miałam nieodparte wrażenie, że ktoś mnie śledzi, stanęłam na chwilę i zaczęłam się rozglądać, lecz nie dostrzegłam niczego niepokojącego, ruszyłam więc dalej.
- Co taka ślicznotka robi sama w środku nocy i to w takim stroju? – odezwał się głos za mną
Myślałam, że serce wyskoczy mi z klatki piersiowej, pospiesznie się odwróciłam i zobaczyłam tajemniczego mężczyznę z balu, brata Stefana.
- Wybacz moje maniery, nie chciałem Cię wystraszyć, jestem Damon, brat Stefana jak już zapewne wiesz – powiedział po czym ukłonił się i pocałował mnie w rękę
To dziwne, on i jego brat mają takie dobre maniery, skąd oni się wzięli?
- Tak wiem, ja jestem Caroline – odparłam i zapytałam – śledziłeś mnie?
- Nie, skądże. Po prostu widziałem jak wychodzisz, więc postanowiłem, że pójdę kawałek za Tobą, w końcu o tej porze może być niebezpiecznie – powiedział i uśmiechnął się zawadiacko – Co Ty na to, żebym Cię odprowadził? – zapytał
- Cóż mogę na to przystać, bylebyś mnie więcej już tak nie straszył
- Oczywiście – odpowiedział po czym ruszyliśmy przed siebie
Nie rozmawialiśmy zbyt wiele, dowiedziałam się tylko tyle, że przyjechał w pilnej sprawie do brata i nie zamierza tu długo zabawić. Kiedy doszliśmy już pod mój dom zapytał
- Ta dziewczyna, z którą tańczył Stefan, jak jej na imię?
- To Elena, moja przyjaciółka, czemu pytasz?
- Byłem ciekaw, przypomina mi moją starą znajomą – odpowiedział po czym spojrzał w ziemię głęboko nad czymś rozmyślając. – No nic, to ja już będę uciekał, radziłbym Ci nie krążyć w nocy po ulicy – powiedział i zniknął zaraz potem.

Co jest z tymi braćmi Salvatore? Oboje są tacy skryci i tajemniczy. Rozmyślając tak weszłam do domu przebrałam się w piżamę i położyłam do łóżka. Przed snem sprawdziłam jeszcze telefon z nadzieją, że Tyler się odzywał, niestety nic z tego. Byłam poważnie zaniepokojona tym co się z nim dzieje, lecz nie miałam już siły na dłuższe rozmyślania, przekręciłam się na drugi bok i już miałam iść spać, kiedy coś uderzyło w okno...

Mam nadzieję, że rozdział się spodobał i będziecie chętnie wracać, by czytać następne. Serdecznie dziękuję za wszystkie komentarze i na następny rozdział zapraszam za tydzień :)

3 komentarze:

  1. Świetny post! :) Nigdy nie lubiłam Caroline i Tylera ;D Czekam aż wreeszcie pojawi się Klaus <3

    OdpowiedzUsuń
  2. Damon <3 Czekam z nieciepliwością na Klausa :)
    http://zapachstron.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  3. Ooo, Damon się pojawił! Kurde, rozpieszczacie wszystkie jego fanki, bo i w jednym opowiadaniu i w drugim jest go dużo. Oby tak dalej :D Jestem ciekawa, co się stało z Tylerem. Nie wiem czemu, ale zachowanie Pani Szeryf trochę mnie tutaj zdziwiło. Lizz nie wygląda mi na osobę, która miałaby opierdzielić Caroline. Pod tym względem wydaje mi się być wyluzowana. Przynajmniej tak mi się zawsze wydawało. No ale cóż.. W sumie też bym tak zareagowała pewnie, więc co się dziwić.
    Fajnie wracać do tych momentów, gdzie wszystko się dopiero zaczynało. Salvatorowie jeszcze nie znali się tak dobrze z Eleną, Care ani Elena nie były wampirami.. Mam nadzieję, że jeszcze trochę utrzymasz ten klimat.
    Czekam na kolejny rozdział :)

    OdpowiedzUsuń