niedziela, 30 sierpnia 2015

Rozdział 2

-Cześć - wybełkotałam ledwo słyszalnie, jego ton był taki oficjalny i zimny.
-Damon miło mi - wyciągnął rękę w geście przywitania, podałam mu swoją a on lekko musnął ją ustami. Moje ciało w tym momencie przeszył lekki, chłodny dreszcz.
-Elena - w ustach miałam niesamowicie sucho przez co ciężko było mi mówić.
-Elena idziemy, przepraszam - krzyknęła Car odrywają mnie od Damona, w tym momencie nasze jeszcze splecione ręce się odłączyły. Szłyśmy korytarzem w stronę stołówki, chwilę później odwróciłam się żeby jeszcze raz go zobaczyć, jednak jego już  tam nie było. Dla mnie było to nie logiczne, nie jest możliwe żeby ktoś tak szybko zniknął z miejsca, w którym przed chwilą się znajdował. Jednak nie chciałam o tym za dużo myśleć, on i tak od wczoraj zajmuję prawie każdą moją myśl.
-Jest słodki -  Caroline jak zawsze zachwycała się chłopakiem, chyba nie muszę wspominać którym. Jadłyśmy lunch i rozmawiałyśmy o nim.
-Dla mnie jest dziwny - odezwałam się biorąc jednocześnie frytka.

-Ty i te twoje wieczne podejrzenia, to jest mega ciacho...a Ty mogłabyś nie szukać w ludziach zawsze drugiego dna - jaka ona podekscytowana, fakt jest bardzo przystojny no ale nie przesadzajmy. U nas w szkole jest wielu przystojnych chłopców np Matt czy Tyler.
-Skończmy jego temat, może pójdźmy dziś do baru? Pogramy w bilarda, trochę się rozerwiemy - Bon jak zawsze kończy nasze sprzeczki, które są na porządku dziennym. Z Car mamy podobne charaktery przez co często dochodzi do drobnych spięć.
-Jestem za.
-Ja też - reszta szkolnego dnia minęła w pokojowej atmosferze, co jakiś czas zerkałam na nowego, oczywiście tak często jak jak na niego patrzyłam tak często beształam się za to w myślach. Po szkole wróciłam do domu, ale nie na długo. Zjadłam obiad, przebrałam się i wyszłam. Nikogo nie było, co jest dosyć dziwne. W domu powinna być ciocia Jena, albo chociaż Jeremy a tu pustka. Poszłam do baru, w którym już były Car i Bon.
-Co powiecie na partyjkę bilarda ? - zaproponowałam, a po chwili już grałyśmy. Jedna tura, druga, trzecia. Po tak intensywnej grze zachciało nam się pić.
-Ja przyniosę - odwiesiłam kij i podeszłam do baru, za którym stał mój dobry przyjaciel Matt.
-Matty 3 razy sok - usiadłam czekając na zamówienie, nie wiem nawet kiedy a po mojej prawej stronie siedział...Damon? Tak to był on, w ręku trzymał kieliszek z jakimś trunkiem.
-I znów się spotykamy - mówił patrząc się przed siebie. Nie odezwałam się, ale mój oddech przyspieszył.
-Nie bój się mnie, nie gryzę - po jego słowach głośno przełknęłam ślinę, może to dziwne ale w głosie miał coś dziwnego, ja....ja miałam wrażenie że on na prawdę chciałby mnie ugryźć. Może i to paranoiczne, ale nie moja wina że właśnie takie mam uczucia. Po wypowiedzianych słowach przychylił trzymane w ręku szkło i wypił do dna zawartość. Widać, że był w tym całkiem niezły nawet się nie skrzywił, nic żadnej reakcji.
-Nie boję się, a na pewno nie Ciebie- wyjąkałam ledwo co słyszalnie.
-Jesteś urocza - jego ton głosu, cóż nie mogę o nim zbyt wiele powiedzieć. Był tajemniczy i taki chłodno-
mroczny.
-Proszę - Matt przyniósł mi moje zamówienie już miałam odchodzić, gdy usłyszałam za sobą jego głos.
-Może kiedyś razem pójdziemy na coś mocniejszego niż soczek? - zawahałam się odpowiedzieć czy nie, jednak finalnie udałam się do dziewczyn bez słowa. Przez całą te sytuację posiedziałam z nimi jeszcze tylko chwilę, nie miałam ochoty dłużej tam zostawać i patrzeć na niego, czuć na sobie co chwila jego wzrok. To takie krępujące. Przewróciłam odruchowo oczami i kogo ujrzałam po drugiej stronie baru? Moją ukochaną
ciocię, która popija drinki z moim nauczycielem. Aż się we mnie zagotowało, nie jestem typem osoby który od razu idzie i robi scenę na pół baru, dlatego też postanowiłam kulturalnie wrócić do domu, a tam dać jej repremendę od razu jak wróci.
-Wiecie co ja już się będę zbierać - powiedziałam cicho, próbując ukryć swoją frustracje.
-Coś się stało ?
-Głowa mnie boli, nie mam ochoty już tu siedzieć. Z resztą jutro rano idziemy do szkoły - moja wymówka jak zawsze skuteczna.
-Panno Gilbert jutro jest wtorek, to logiczne że idziemy do szkoły - Caroline zamrugała oczami, lekko pukając się palcem w czoło. Chciała przez to pokazać jakie to było oczywiste. Po nie długiej chwili pożegnałam się z dziewczynami, zarzuciłam na ramiona sweter. Było dosyć chłodno, przez co nijak nie szło iść w samej bokserce. Dziś było na dworze jakoś tak inaczej, nieswojo. Miałam wrażenie, że ktoś za mną idzie. Gwałtownie się odwróciłam, jednak nikogo nie było. Znów skarciłam się w myślach, przez te moje chore urojenia kiedyś zwariuje. Odwróciłam głowę i lekko odbiłam się od kogoś klatki piersiowej. Upadłam z hukiem na ziemie, jednak szybciej niż upadłam podniosłam się. Otrzepałam spodnie i sweter, spojrzałam na winowajce mojego wypadku.
-Mógłbyś uważać następnym razem - potarłam bolące od upadku ręce. Ten chłopak, nie widziałam go tutaj wcześniej. Od kiedy w Mystic Falls pojawia się tyle nieznajomych twarzy. Był wyższy ode mnie, miał kwadratową szczękę, włosy koloru chyba ciemnego blondu, jednak nie jestem pewna jakby nie patrzeć jest ciemno. Największą moją uwagę zwróciły jego połyskujące w blasku księżyca oczy. Było w nich coś pociągającego, tak jak w oczach Damona.
-Przepraszam, na prawdę nie chciałem. Jestem Stefan - podał mi rękę, a ja bez zawahania dałam mu swoją.


-Elena, przepraszam za ten wybuch...ciężki dzień - westchnęłam.
-Nie ma za co, to tylko i wyłącznie moja wina. Może w ramach zadośćuczynienia odprowadzę Cię do domu? To niezbyt bezpieczna okolica dla tak atrakcyjnej damy - matko jaki on miły i taki bystry, po prostu inny od wszystkich. Oczarował mnie swoim wdziękiem, jest trochę staroświecki ale uroczy.
-Chętnie - szliśmy ciągle rozmawiając. Wymienialiśmy między sobą zdania na różne tematy, nasze poglądy były dosyć podobne. Bardzo dobrze mi się z nim konwersowało, jednak wszystko co dobre szybko się kończy. Po nie długiej chwili staliśmy pod drzwiami mojego domu, wtedy zapanowała jakaś niezręczna cisza.
-To ja już chyba... - wskazałam na drzwi co miało oznaczać, że już będę się zbierać do domu.
-Tak masz rację późno już - podszedł do mnie, byl bardzo blisko. Moje tętno niespodziewanie szybko przyspieszyło. Zbliżył swoją twarz do mojej i złożył delikatny pocałunek na moim policzku. Jego miękkie usta ogrzały nieco mój zmarznięty policzek. Gdy się odsunął, moją twarz oblał mały rumieniec, uśmiechnęłam się i weszłam do domu. Czułam się świetnie, w domu był już Jeremy, słyszałam jak gra na konsoli. Miałam tak dobry humor, że o dziwo do niego dołączyłam. Koło 22 wykąpałam się i przebrałam. Usiadłam jak zawsze na parapecie, zapisując notki w moim pamiętniku. Wyjrzałam przez okno i znów ujrzałam tego mężczyznę, tym razem nie był sam. Dyskretnie spoglądałam na nich, aby nie zorientowali się, że zerkam. Teraz już wiem kto to jest, w mojej głowie krąży teraz jedno pytanie co Damon robi w towarzystwie Stefana ?


Witam was już w drugim rozdziale, mam nadzieję że podoba wam się nowy rozdział. Jak na razie mało co się dzieję, ale jak wiadomo musi się rozkręcić Kolejny za tydzień, dziękuje wam za komentarze, na prawdę nie spodziewałam się, że będzie ich aż tyle. Kolejny rozdział w kolejny weekend :) 

4 komentarze:

  1. Cudeńko! Ubóstwiam po prostu tę parę :) Stefan się pojawił, no tak, nie może być tak kolorowo... Czekam na więcej :)
    http://zapachstron.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. Damon jak zwykle tajemniczy i pociągający. Stefan się pojawił, noo jaki on szarmancki i w ogóle. Buziak w policzek. Dżentelmen, nie ma co :D Elena już chyba sama nie wie, do kogo go bardziej ciągnie :D Ale wszyscy wiemy, że i tak wygra Damon. On zawsze wygrywa :D
    Jeśli chodzi o samą treść, no to znów doszukałam się kilku powtórzeń i braku/nadmiaru przecinków, ale jest zdecydowanie lepiej niż było, także ogromny plusik! Pisz dalej :)
    Idę czytać drugi drugi rozdział, a tymczasem zapraszam również na nowy rozdział do siebie:
    http://blondwlosa-zagadka.blogspot.com/
    Pozdrawiam, Sight :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie, nie, nie. Pisanie dwóch różnych opowiadań na tym samym blogu to błąd! Kochane, ludzie czytając mogą zacząć się w tym gubić. Radzę wam założyć drugiego bloga, jeden na Delenę, a drugi na Klaroline. ;) To zdecydowanie będzie łatwiejsze i lepsze w czytaniu niż takie zdezorientowanie. Raz Klaroline, raz Delena i tak na zmianę... Na dłuższą metę sensu nie widzę, ale od was zależy co zrobicie. ;)
    Tak swoją drogą... Zdjęcia panów są cudne w tle. ^^
    Pozdrawiam,
    Ice Queen.
    Jak jesteście zainteresowane to zapraszam do siebie na opowiadanie o ludzkiej Delenie www.russian-roulette-ff.blogspot.co.uk :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękujemy za opinię, ale pozwól, że my będziemy decydować o tym co będzie dodawane na naszego bloga :)

      Usuń