niedziela, 25 października 2015

Rozdział 4

Dzisiejszy dzień ciągnął się bez końca, wszyscy chodzili wkoło mnie na paluszkach i pytali czy wszystko w porządku, i czy czegoś mi nie potrzeba. Co prawda nadal jestem roztrzęsiona ostatnimi wydarzeniami, lecz zaczynam już powoli jaśniej myśleć. Pomimo natłoku tych wszystkich wydarzeń nadal najbardziej rozpaczam nad stratą Tylera, czy to kiedyś stanie się łatwiejsze? Muszę przestać o tym myśleć przynajmniej na chwilę, inaczej Elena, która właśnie podjechała wraz z Bonnie pod mój dom, nigdy nie przestanie się zamartwiać mną, a przecież wiem, że ma też własne problemy.

Pospiesznie założyłam kurtkę i zbiegłam po schodach, by moje przyjaciółki nie musiały oglądać tego chaosu, który panuje w mojej sypialni. Kompletnie nie miałam ostatnio czasu ani chęci by trochę ogarnąć mój pokój, od chwili gdy Tyler… nie zdążyłam dokończyć tej myśli gdyż wpadłam prosto na Elenę, która zmierzała właśnie w moją stronę by się przywitać.
- Car uważaj, bo następnym razem możesz wpaść na coś twardszego – przestrzega mnie uśmiechając się nieśmiało. Widzę, że stara się rozluźnić napięcie po wczorajszym dniu, lecz nie wie czy nie za wcześnie na żarty.
- Nie będzie tak źle, po prostu odpłynęłam na chwilę – odparłam, po czym utkwiłam wzrok w chodniku.
- Dziewczyny będziecie tak stać, czy wreszcie wsiądziecie do samochodu? – zawołała do nas Bonnie.
Większość drogi milczałyśmy, oczywiście zaraz po tym jak zrelacjonowałam Bonnie to co przytrafiło mi się poprzedniego dnia. Sprawiała wrażenie przerażonej, dlatego też postanowiłam oszczędzić jej szczegółów.


Kiedy już dojechałyśmy na miejsce, przed wejściem do szkoły stał Stefan z Damonem i dyskutowali
o czymś zapalczywie. Podeszłyśmy wszystkie trzy aby się z nimi przywitać, lecz gdy już miałyśmy to uczynić Damon ukłonił się i oznajmił iż musi już iść. Zaczęłam się zastanawiać, że jak na 17 latka zachowuje się o wiele doroślej, te dobre maniery i cała ta gracja w jakiej się porusza, wydaje mi się być tak nienaturalna, jakby był z jakiegoś innego wieku.
- Jak się czujesz dzisiaj Caroline? – zapytał zatroskany Stefan wyrywając mnie tym z moich natarczywych przemyśleń.
- Jeśli wciąż będę słyszeć to pytanie, to chyba zwariuję – odpowiedziałam, i od razu poczułam się źle, uświadamiając sobie, że on się tylko o mnie troszczy, natychmiast się poprawiłam – To znaczy jest już lepiej naprawdę, nie ma się czym przejmować – uśmiechnęłam się nieśmiało po czym ruszyłam wraz z przyjaciółkami na lekcje.

Po szkole chciałam pobyć trochę sama, więc powiedziałam Elenie, że nie musi mnie odwozić, oczywiście nie obyło się bez protestu, ale cóż w końcu się ugięła. Jak na złość zaczęło padać, więc wbiegłam szybko do pierwszego lepszego sklepu i po raz drugi dzisiaj niechcący wpadłam na kogoś.
- Przepraszam, nie chciałam – wydukałam pospiesznie.
Kiedy mężczyzna się odwrócił nie byłam w stanie wydusić z siebie nic więcej, samo patrzenie na
niego wprawiało mnie w onieśmielenie
- Ależ nic się nie stało kochanie – odparł – Skąd ten pośpiech? – zapytał i uśmiechnął się
- J-ja, to jest deszcz zaczął padać, więc wbiegłam do pierwszego lepszego sklepu. – odpowiedziałam, po czym poczułam oblewający mnie rumieniec. Nigdy nie jąkałam się ani tak nie denerwowałam przed żadnym chłopakiem, a raczej mężczyzną, bo on z całą pewnością do chłopców nie należał.
- Może cię podwieźć? – zapytał wbijając we mnie wzrok tak intensywnie, że przez chwilę nie byłam w stanie nic odpowiedzieć.
- Nawet nie wiem jak masz na imię – wypaliłam po czym zaczęłam się karcić w duchu za to co powiedziałam. Ostatnie czego mi trzeba to poznawanie nowego czarującego, niezaprzeczalnie oszałamiającego faceta.
- Wybacz me maniery, powinienem się od razu przedstawić, jestem Klaus. – odparł i wciąż patrząc mi w oczy uniósł moją dłoń, lekko się pochylił i ją pocałował.
Kiedy już miałam zdradzić mu swoje imię do sklepu wbiegł jakiś roztrzęsiony mężczyzna i zaczął krzyczeć coś o ataku dzikiego zwierzęcia. Nie zdążyłam się zorientować, kiedy zostałam wypchnięta za drzwi przez grupę ludzi, którzy przepychali się by zobaczyć co się stało. Zaczęłam szukać wzrokiem Klausa, ale jego już nie było. Zrezygnowana ruszyłam w stronę wszystkich tych ludzi, którzy robili szum wokół  tego zdarzenia. Kiedy podeszłam bliżej udało mi się wychylić na tyle z tłumu by zauważyć dziewczynę, która leżała na ziemi cała zakrwawiona i jak się obawiałam martwa. Była mniej więcej w wieku poprzedniej ofiary, nie mogłam uwierzyć, że to znowu się dzieje. Pospiesznie odeszłam od miejsca wypadku i pobiegłam do domu nie oglądając się za siebie.

Wieczorem starałam się odegnać powracające myśli do tego czego byłam dzisiaj świadkiem. Co tu się dzieje? W ciągu dwóch dni dwie osoby padły ofiarą ataku dzikiego zwierzęcia? I to dwie dziewczyny w podobnym wieku? Coś tu nie gra. Wzięłam proszki uspakajające ponieważ nie mogłam znieść już tego stresu. Weszłam pod kołdrę i zaczęłam myśleć o Klausie, kolejnym
tajemniczym mężczyźnie, który pojawił się w mieście. Choć był inny, przypominał trochę braci Salvatore, jednak było w nim coś bardziej tajemniczego, czy może mrocznego? Przed oczami wciąż miałam jego cudowne oczy w kolorze lapis lazuli. Wpatrywał się nimi tak intensywnie we mnie, że na samą myśl przechodziły mnie ciarki.

Na następny dzień do szkoły podwiozła mnie mama, ponieważ Elena źle się czuła i zadzwoniła, że nie będzie jej w szkole. Wchodząc na lekcje postanowiłam, że nie będę mówić nikomu o tym czego byłam świadkiem wczoraj. Nie chcę, żeby znowu zaczęli się martwić i zadawać setki pytań. Idąc na moją pierwszą dziś lekcję spotkałam Stefana. Wyglądał na zmartwionego i spieszył się gdzieś.
- Hej, gdzie się tak spieszysz? – zapytałam stając mu na drodze.
- Witaj Caroline – powiedział – Wybacz ale nie mam teraz czasu rozmawiać. – przeprosił po czym udał się w stronę wyjścia.
Co się dzieje? Ostatnie tygodnie są naprawdę dziwaczne. Do Mystic Falls ciągle przybywają jacyś tajemniczy mężczyźni, ludzie zaczynają ginąć… zatrzymałam się przy tej myśli. Zaraz, zaraz czy to możliwe, że odpowiedzialny za to jest któryś z nowych? Szybko jednak porzuciłam tę myśl karcąc siebie w duchu za to, że w ogóle przyszło mi coś takiego do głowy. To na pewno tylko zbieg okoliczności. Resztę lekcji oczywiście siedziałam i wkoło analizowałam wydarzenia ostatnich dni. Kiedy zadzwonił dzwonek zerwałam się z krzesła i wyszłam, ciesząc się, że to już koniec lekcji na dzisiaj. Chciałam zajrzeć do Grilla i zobaczyć co u Matta, no i przy okazji zapytać go czy są już jakieś wiadomości na temat przedwczorajszego wypadku w łazience.
W Grillu spotkałam Damona, który siedział... z Klausem? Nie byłam pewna dopóki nie podeszłam
bliżej i nie spojrzałam po raz kolejny w ten onieśmielający wzrok, który spoczął na mnie, kiedy tylko podeszłam do ich stolika.
- Caroline, witaj skarbie – przywitał się Klaus
Skąd on zna moje imię? Przecież nie zdążyłam się przedstawić, czyżby Damon mu powiedział? Ale przecież to oznaczałoby, że rozmawiali o mnie... 
- Cześć – odparłam nieśmiało wbijając wzrok w stolik, nie byłam w stanie dłużej wytrzymać tego palącego spojrzenia.
- To wy się znacie? – zapytał Damon zaniepokojony
- Caroline wpadła na mnie w sklepie – odpowiedział Klaus i ponownie skierował spojrzenie na mnie.
- Ciekawe. Klaus jest tu tylko przejazdem – powiedział i spojrzał na niego uśmiechając się nieufnie.
- Właściwie to zaczyna mi się tu podobać, być może zostanę dłużej – odparł i spojrzał na mnie, a potem dodał – tymczasem wybaczcie ale muszę wracać do swoich interesów. Pożegnał się i odszedł.
Po wyjściu Klausa dosiadłam się do stolika Damona, próbując go trochę wypytać o nowo przybyłego, lecz jedyne co mi powiedział, to, to żebym trzymała się on niego z dala.
Kiedy wróciłam do domu, pognałam prosto na górę i wykończona poszłam spać.

Stefan
- Co to znaczy, że Caroline wpadła na niego w sklepie?! – zapytałem zdenerwowany.
- Wybacz braciszku, on wrócił i nie zamierza się z tym ukrywać – odpowiedział Damon
- Widziałeś co zrobił tym dwóm dziewczynom, jak myślisz co zrobi Caroline jeśli, będą tak na siebie wpadać?! – zacząłem na niego naskakiwać choć wiedziałem, że to nie jego wina.
- Rozmawiałem z nim dzisiaj i obawiam się, że nie odejdzie póki nie dostanie tego czego chce – oznajmił
- Nie dam mu tego czego chce
- W takim razie będziemy musieli się nim zająć, zanim dobierze się do twojej ślicznej Eleny – powiedział Damon, po czym wyszedł i zostałem sam ze swoimi zmartwieniami.
Wiedziałem, że siedząc i rozmyślając nic nie wskóram, więc udałem się pod dom Eleny by sprawdzić czy u niej wszystko w porządku. Oczywiście nie wchodziłem do środka, było na to za późno. Upewniwszy się, że Klausa tu nie było sprawdziłem jeszcze czy z Caroline wszystko w porządku. Kiedy wróciłem do domu dobiegły mnie odgłosy Damona i kogoś jeszcze. Wszedłem do salonu, a na kanapie siedział mój brat z Elijah, bratem Klausa.
- A on co tutaj robi?! – zwróciłem się do Damona
- Spokojnie, nie przyszedłem szukać kłopotów – odpowiedział Elijah po czym dodał – Jestem tu by powstrzymać Klausa przed tym co zamierza uczynić…

Witam was kochani w czwartym rozdziale mojego opowiadania. Mam nadzieję, że wam się spodoba i chętnie będziecie zostawiać komentarze :)

Rozdział 4

-Co Ty robisz? - spytałam zdziwiona, gdy zaczął powoli kierować swoje usta ku moim. Nie miałam
pojęcia co znaczą jego wcześniejsze słowa. Myślał, że jak powie że mnie pocałuje to się zgodzę. Logika mężczyzn jest po prostu katastroficzna. Mina Damona ukazywała widoczne zmieszanie.
-Przepraszam, to było niestosowne - odsunął się, subtelnie poprawiając swoją czarną skórzaną kurtkę.
-Masz rację - również zrobiłam krok do tyłu, tak dla bezpieczeństwa. Chciałam już iść do domu, ale z drugiej strony jego towarzystwo bardzo mi odpowiadało. To wszystko było takie zagmatwane. Owszem Damon jest pociągającym mężczyzną, ale nie wydaję mi się żeby był dobrą partią na coś poważniejszego. Na pierwszy rzut oka widać, że jest lekkoduchem. Z resztą jest jeszcze Stefan, zupełne przeciwieństwo.
-Halo, jesteś tam? - ocknęłam się, gdy ręką energicznie wymachiwał przed moją twarzą.
-Tak, przepraszam zamyśliłam się - zaczęłam szybko mrugać oczami, powracając do rzeczywistości.
-Chyba już pójdę - pokazałam kciukiem na drzwi.
-Tak, późno już. Mystic Falls wieczorami nie jest zbyt bezpieczne - uśmiechnął się, a w jego oczach pojawił się lekki błysk, co powodowało że ich kolor był intensywniejszy.
-Dobranoc - podeszłam do drzwi, gdy się odwróciłam on nadal tam stał, nie wiem po co. Przecież nic mi się nie stanie.
-Możesz już iść - zachichotałam spoglądając na niego.
-Chce być pewien, że dotrzesz cała i zdrowa - jego zachowanie było trochę dziwne, aczkolwiek bardzo urocze. Weszłam do domu, wcześniej jeszcze machając Damonowi na pożegnanie. Wzięłam głęboki oddech i udałam się wprost do mojego pokoju. Po szybkim prysznicu, usiadłam jak zawsze na parapecie z pamiętnikiem. Dziś nie mogłam się jakoś zebrać do napisania tam czegokolwiek, nie wiem czemu. Siedziałam wyglądając przez okno, miałam cichą nadzieję, że zobaczę tam któregoś z braci. Jednak, nadzieja matką głupich. Po godzinie postanowiłam pójść spać.

Biegnę, wiem że nie mogę się zatrzymać. W moich płucach zaczyna brakować powietrza, ale nogi
same gnają przed siebie. Mój strach sięga zenitu, nie wiem co się dzieję i właściwie dlaczego uciekam. Gwałtownie się zatrzymuje i ostrożnie odwracam za siebie. W oddali widzę dwie postacie one, one ze sobą walczą. Chce to przerwać, podchodzę bliżej jednak obraz jest strasznie zamazany. Chce podejść bliżej, ale nie mogę. Moje nogi zastygają w bezruchu. W pewnym momencie widzę jak cała bitwa ustaje, jedna z osób walczących leży na ziemi, a druga zwraca twarz w moją stronę. Zastygam z przerażenia.
-Katerina - krzyczy.
Otwieram oczy łapiąc łapczywie powietrze. Jestem cała zalana potem, a przerażenie nie mija. Nerwowo rozglądam się po pomieszczeniu, dookoła nie ma już lasu, a moja sypialnia. Do pokoju wbiega ciocia Jena.
-Elena słonko co się stało? - mówi troskliwym głosem, siada przy mnie i mocno obejmuje.
-Jesteś cała mokra.
-Miałam koszmar, to nic takiego.
Po trzydziestu może czterdziestu minutach ciotka Jena wychodzi, a ja znów zostaje sama. Ciągle w głowie mam ten sen. Był dziwny, a zarazem tak cholernie straszny. Najbardziej zastanawia mnie ostatnie słowo, które wyraźnie usłyszałam. Czemu usłyszałam Katerina? Kto to jest? Dlaczego te słowa były skierowane do mnie? Tak, wiem wiem w końcu to był tylko sen, ale tak strasznie realny. Nie zasnęłam już do rana, w sumie zbyt dużo czasu do niego nie zostało. Wstałam z łóżka nie mając ochoty już na nic. Jednak obowiązki wzywają muszę iść do szkoły, w końcu za tydzień jest bal maskowy. Stare suknie, przebrania, muzyka. Jestem przewodniczącą szkoły, muszę się tym zająć. Oczywiście do pomocy mam moje wierne przyjaciółki, ale sam pomysł udekorowania, jedzenia, picia zostaje w moich rękach. Wyszłam z domu, szłam nie obecna. Dziś było wyjątkowo chłodno, mroźny wiatr rozwiewał moje włosy, a na moich policzkach pojawiły się rumieńce.
-Rozchorujesz się - poczułam jak na moje ramiona opada coś ciepłego. Obróciłam się i zobaczyłam te miłą twarz, to był Stefan. Czule uśmiechał się do mnie, a ja po prostu nie potrafiłam nie

odwzajemnić, co przyczyniło się do natychmiastowego uniesienia się kącików moich ust. 
-Weź te kurtkę, zimno Ci będzie - chciałam oddać mu ubranie, ale natychmiastowo położył rękę na mojej i powstrzymał mnie. Przez moje ciało przeszedł delikatny dreszcz. Był spowodowany zapewne zimnem. Chociaż opcja, że to przez Stefana nie jest przeze mnie wykluczona.
-Nie, mi jest ciepło. A Tobie się przyda, jesteś lodowata - objął mnie, a ja w sumie sama nawet nie wiem dlaczego przylgnęłam do jego ramion. Od razu zrobiło mi się cieplej, czułam się taka bezpieczna. Na chwilę odsunęłam się od Stefana, aby spojrzeć w jego oczy. Było w nich coś dziwnego, chociaż może nie tyle dziwnego, a pociągającego. Były takie tajemnicze, a zarazem pełne troski. Miałam wrażenie, że zna mnie na wylot, i że z nieznanych powodów chce za wszelką cenę mnie bronić. Tylko przed czym?
-Zastanawiam się, dlaczego tak się mną opiekujesz? - zadałam te pytanie i szybo skarciłam się w myślach. To było niestosowne.
-Jesteś wyjątkowa Eleno, nie zniósłbym myśli, że ktoś mógłby Cię skrzywdzić - odgarnął niesforny kosmyk moich włosów, który opadał na moją twarz. Kciukiem zaczął gładzić mój zaróżowiały policzek. Trochę mnie to skrępowało, ale skutecznie to maskowałam. Jego twarz zaczęła zbliżać się do mojej. Gdy już prawie nasze usta złączyły się usłyszałam chrząknięcie. Natychmiast oderwałam się od Stefana i energicznie odwróciłam się.

-Przeszkadzam? - ten głos, znam go. Odwróciłam się gwałtownie i ujrzałam Damona.

sobota, 17 października 2015

Rozdział 3

Rano wstałam dużo wcześniej niż zazwyczaj. Energicznie podniosłam się z łózka i jak najszybciej pognałam do łazienki. Pierwszy raz przyszykowałam się w przeciągu 10 może 15 minut. Dziś musiałam być w szkole nieco wcześniej niż Care i Bon.  Na dole nie było jak zawsze cioci ze śniadaniem, uważam że wczoraj zabalowała więc teraz albo śpi, albo nawet nie wróciła. Na samą myśl Jenny z moim nauczycielem, aż mnie zemdliło. Wzięłam z krzesła torbę z książkami i wyszłam. Pod szkołą jeszcze nikogo nie było, a ja siedziałam osamotniona na placu czekając na Damona. Chciałam się za wszelką cenę dowiedzieć skąd zna Stefana, kim dla niego jest. Nie musiałam długo czekać, wręcz mogłabym rzec, że ściągnęłam go tutaj myślami. Podjechał jak zawsze swoim idealnie błyszczącym z czystości samochodem. Wysiadł ubrany na czarno, to chyba jego ulubiony kolor nigdy nie widziałam go w żywszych kolorach. Dobre sobie znam go od dwóch dni, a już stwierdzam, że zachowuje się jakoś dziwnie, taki pozbawiony chęci do życia. Wstałam i podeszłam do niego.
-Musimy sobie coś wyjaśnić, skąd znasz Stefana?  - nabrałam odwagi i tym razem powiedziałam bardzo wyraźnie.
-Hej też Cię miło widzieć - zmienił temat co tylko dodatkowo mnie zdenerwowało.
-Nie zgrywaj się, skąd go znasz ? - powtórzyłam lekko wkurzona.
-Masz rację dzisiejsza pogoda nie należy do najlepszych - co on w ogóle robi, myśli że gadką o pogodzie zbije mnie z tropu. -Powiedz ! - krzyknęłam co zdarza mi się na prawdę bardzo rzadko.
-Spokojnie księżniczko, cóż możemy o tym porozmawiać ale nie tutaj. Zapraszam na kolacje dziś, będę po Ciebie o 8 - rzucił od tak, nawet nie zapytał mnie o zdanie. Pocałował mnie w rękę i odszedł, a ja stałam zszokowana. Czy ja właśnie umówiłam się na kolację z kimś kogo kompletnie nie znam?




Dzisiejszy dzień w szkole minął mi błyskawicznie, oczywiście nie obył się on bez ciągłych pretensji Care, że nie poczekałam na nie i sama poszłam. Jednak teraz miałam ważniejsze problemy niż pretensje mojej blondyneczki. A mianowicie muszę się przygotować na kolację z mrocznym. Nie wiedziałam jak się ubrać, co będzie odpowiednią kreacją. Stałam przed szafą ciągle wykluczając ciuchy, których na pewno nie założę. W końcu postawiłam na coś zwykłego, przecież idziemy tylko coś zjeść, a ja w sumie idę się czegoś tylko dowiedzieć. Założyłam czarne jeansy, śliwkowy top i czarną marynarkę. Włosy lekko pofalowałam, a na rzęsy nałożyłam tusz. Przejechałam jeszcze po ustach błyszczykiem, wyglądałam zjawiskowo a zarazem elegancko. Po chwili zadzwonił dzwonek, wzięłam głęboki wdech i poszłam otworzyć. W drzwiach stał Damon ubrany jak zawsze na czarno.
-Panno Gilbert, wygląda Pani zjawiskowo - jego słowa spowodowały, że moje serce podskoczyło do góry i zrobiło koziołka, wzięłam głęboki wdech i wyszłam z domu. Stałam na przeciwko niego, lekko się uśmiechnął czym nieco mnie zawstydził. Teraz również na moje usta wkradł się uśmiech, odwróciłam głowę, aby go nie widział. Jednak on dotknął mojego policzka ręką powodując, że patrzyłam mu prosto w oczy.
-Masz piękny uśmiech, nie ukrywaj go.
-Dziękuje, ale darujmy sobie uprzejmości. Może przejdziemy do rzeczy - moja ciekawość sięgała zenitu, teraz chciałam się dowiedzieć skąd zna Stefana.
-Nie teraz, nie jesteśmy jeszcze na kolacji. Co będzie jakbyś mi uciekła, a tak to zatrzymam Cię przy sobie - uśmiechnął się i wziął mnie pod rękę. Kawałek dalej zaparkował swojego mercedesa, jak na dżentelmena przystało otworzył mi drzwi, a ja wsiadłam. Jechaliśmy w totalnej ciszy, każde z nas było pogrążone we własnych przemyśleniach. Nie wiem nawet kiedy, a siedziałam już w barze, w sumie to nawet nie wiem gdzie dokładnie on był. Jestem tylko pewna, że nie byłam tutaj nigdy wcześniej. Zamówiliśmy coś do jedzenia i picia, kelner po niedługiej chwili przyniósł nam zamówienia. Patrzyłam w talerz grzebiąc w nim, tak strasznie wyczekiwałam tego jak mi powie w końcu skąd zna Stefana.
-Teraz mi powiesz ? - spytałam nie spuszczając wzroku z naczynia.
-Cóż wydaję mi się, że nie uciekniesz mi...prawda ? - dotknął mojej ręki, automatycznie podniosłam wzrok i napotkałam się na jego lazurowe oczy. Były tak pociągające, że mogłabym patrzeć w nie bez końca. Kiwnęłam głową w geście potwierdzenia. Przez chwilę myślałam, że może jest jakimś seryjnym zabójcą, a Stefan to jego wspólnik czy coś w ten deseń.
-No więc Eleno, Stefan.....to mój brat - wydusił z wielkim trudem. Cieszę się, że nic nie jadłam i nie piłam bo jestem pewna, że zachłysnęłabym się.
-Bbbrat? - wyjąkałam ze zdziwienia. Cóż mogłabym o nich powiedzieć wszystko, ale na pewno nie to że są rodzeństwem. Ich tyle różni, a tu niby są spokrewnieni?
-Wiem, że to dziwne ale taka prawda.
-Dobrze, mam jeszcze jedno pytanie - nabrałam powietrza w płuca, miałam go coraz mniej, a przynajmniej takie miałam wrażenie. Patrzył na mnie wyczekując, aż zapytam.
-Co robiliście u mnie pod domem ?
-Stefan jak mniemam Cię odprowadzał, a Ty mnie tak zaintrygowałaś że chciałem wiedzieć gdzie mieszkasz - cóż jego wyjaśnienie wydawało się całkiem sensowne, ale zaraz czy on powiedział, że ja go intryguje? W moim brzuchu zaczęła się rewolucja, czułam się jakby tysiące motyli latało w moim wnętrzu. Reszta kolacji minęła nam na prawdę w sympatycznej atmosferze, dowiedziałam się nieco o Damonie, a on o mnie. Wydawał się być miły, cóż może to prawda że nie powinno się oceniać książki po okładce. Czas leciał nam tak szybko, że nie zorientowałam się kiedy a staliśmy u mnie na ganku.
-Ja już chyba pójdę, dziękuje za miły czas - uśmiechnęłam się, chciałam wejść do domu, gdy poczułam jak ktoś łapie mnie za rękę. Odwróciłam się, a Damon spojrzał mi głęboko w oczy i powiedział.
-Pocałuję Cię teraz, będzie miło, a później o wszystkim zapomnisz.



Witam was z nowym rozdziałem. Na wstępie przepraszam za tak długą nie obecność, jednak już wracam. Od następnego tygodnia rozdziały będą pojawiały się już regularnie bez żadnych opóźnień. Zachęcam do komentowania, bo każdy ślad tutaj daje wielką motywację do dalszego pisania ;)

niedziela, 6 września 2015

Rozdział 3

Gwałtownie wstałam z łóżka, serce biło mi jak oszalałe, kiedy powoli podchodziłam w stronę okna. Ostrożnie odsłoniłam zasłonkę i dyskretnie wyjrzałam. Na zewnątrz stał Tyler, który miał zamiar rzucić kolejny raz kamykiem w okno. A więc to on, odetchnęłam z ulgą, po czym otworzyłam okno i zapytałam
- Tyler wystraszyłeś mnie na śmierć, co ty tutaj robisz o tej porze?
- Wybacz mi, nie chciałem cię przestraszyć. Możemy pogadać? – zapytał
- Ok, wejdź tylnymi drzwiami, tylko po cichu, żeby mama Cię nie usłyszała – odparłam po czym rzuciłam mu przez okno klucze od domu.
Chwilę później stanął w moich drzwiach z zaniepokojoną miną
- Musimy porozmawiać Caroline – powiedział, po czym podszedł, usiadł koło mnie i złapał mnie za rękę –Wiesz jak bardzo Cię kocham? – zapytał
- Tyler co się z Tobą działo, przez cały wieczór próbowałam się do Ciebie dodzwonić, gdzie się podziewałeś? – zapytałam sfrustrowana
- Właśnie o tym chciałem porozmawiać – spojrzał mi głęboko w oczy, po czym nabrał głęboko powietrza i powiedział – Nie możemy się już spotykać
- O czym Ty mówisz? – przez chwilę nie docierało do mnie w ogóle to co do mnie powiedział – przychodzisz tutaj w środku nocy mówisz mi jak bardzo mnie kochasz, a po chwili ze mną zrywasz? – zdruzgotana zasypywałam go pytaniami
- Car ostatnio w moim życiu wiele się dzieje, nie mogę Ci teraz wytłumaczyć zbyt wiele ale wiedz, że to nie ma żadnego związku z Tobą
- Skoro tak, to czemu nie powiesz mi co się dzieje? – byłam coraz bardziej załamana, a jego tajemniczość do tego zaczynała mnie denerwować
- Tak jak mówiłem, nie mogę teraz Ci tego wyjaśnić, proszę wybacz mi – przyłożył sobie moją rękę do ust po czym złożył na niej delikatny pocałunek – Cokolwiek miałoby się teraz wydarzyć wiedz, że Cię kocham i nic tego nie zmieni
- Co miałoby się wydarzyć? Tyler czego mi nie mówisz? – wiedziałam, że nie odpowie, ale musiałam wyrzucić wreszcie z siebie te wszystkie pytania, które chciałam zadać mu już od tak dawna.
Nagle wstał z łóżka po czym czule pocałował mnie w czoło i wyszeptał – Kocham Cię i obiecuję, że
pewnego dnia zrozumiesz dlaczego musiałem to zrobić
Byłam tak zdruzgotana, że nawet nie zauważyłam kiedy wyszedł, gorące łzy wylewały się z moich oczu, a serce bolało mnie tak bardzo, że nie mogłam wytrzymać. Położyłam się i przytuliłam mojego pluszowego misia, w którego wypłakiwałam oczy przez resztę nocy.
Rano nie miałam ochoty wstawać z łóżka, myślałam tylko o Tylerze i o tym co stało się w nocy. Jak on mógł zrobić mi coś takiego? Odszedł bez słowa wyjaśnienia i choć zapewniał, że mnie kocha, to świadomość tego nie poprawiała mi w żaden sposób nastroju. Długo jeszcze tak leżałam i myślałam nad tym wszystkim, kiedy ktoś zapukał do drzwi
- Caroline, jesteś tam? To ja Elena
Nie miałam kompletnie ochoty na wizyty przyjaciółek, zwłaszcza kiedy byłam w takim stanie. Otarłam oczy poprawiłam włosy i zaprosiłam ją do środka
- Cześć Car, dzwoniłam do Ciebie chyba 4 razy, czemu nie odbierałaś? – zapytała po czym usiadła na łóżko i badawczo mi się przyglądała
- Nie miałam ochoty z nikim gadać, właściwie to nadal nie mam – odparłam i spuściłam głowę w dół,
czując jak kolejne łzy cisną mi się do oczu
- Skarbie co się stało? Dlaczego płaczesz? – zapytała zatroskana i położyła mi rękę na ramieniu
- Tyler ze mną zerwał – wyrzuciłam z siebie wraz z kolejnym potokiem łez
- Jak to, co się stało?
- Powiedział tylko tyle, że nie może mi tego teraz wyjaśnić, ale że to nie moja wina, a on dalej mnie kocha – zaszlochałam po czym wytarłam oczy w rękaw
- A to dupek, jak on mógł Cię tak potraktować? Co on sobie w ogóle myśli, niech ja go spotkam
- Przestań, to w niczym nie pomoże, muszę pogodzić się z tym, że to koniec – oznajmiłam, po czym przytuliłam się do Eleny i kontynuowałam swój płacz
Po południu, kiedy poczułam się odrobinę lepiej postanowiłam udać się z Eleną do Grilla. Pracuje tam jej były chłopak Matt, zawsze go lubiłam, jest taki miły i zawsze potrafi poprawić człowiekowi humor.
Kiedy już dotarłyśmy na miejsce okazało się, że Stefan ze swoim tajemniczym bratem również spędzają tu popołudnie. Stefan pomachał do nas, a Damon tylko rzucił jeden z tych swoich
seksownych uśmieszków, po czym uniósł szklankę whisky i skinął głową. Podeszłyśmy z Eleną do baru i zamówiłyśmy drinki, chwilę później dosiadł się do nas Stefan
- A gdzie Twój brat? – zapytała Elena
- Zmył się, miał jakąś ważną sprawę – odparł i uśmiechnął się przyjaźnie – Caroline dobrze się czujesz? – zapytał i spojrzał na mnie z zatroskaną miną
- Miałam ciężką noc, ale nie ważne – odpowiedziałam i przeprosiłam ich na chwilę
Udałam się do łazienki by poprawić makijaż, ewidentnie nie łatwo jest ukryć napuchnięte oczy. Kiedy tak stałam i nakładałam puder usłyszałam czyjeś jęki w jednej z kabin
- Ktoś tu jest? Halo – zapytałam i zaczęłam nasłuchiwać, z której kabiny dochodzi ten hałas
Drzwi były lekko uchylone, więc ostrożnie je odsunęłam i moim oczom ukazała się zakrwawiona
dziewczyna siedząca na podłodze. Zaciskała ręką ranę na szyi, a ja osłupiała stałam patrząc na nią i nie wiedząc co robić. Kiedy już ocknęłam się z szoku szybko wystukałam numer pogotowia. Zdjęłam swoją koszulę i przycisnęłam do obficie krwawiącej rany, dziewczyna ledwie oddychała,a ja coraz bardziej panikowałam.
- Co ci się stało? – zapytałam trzęsąc się z przerażenia, nigdy wcześniej nie widziałam tyle krwi, dosłownie odchodziłam od zmysłów
- On… u-ugryzł m-mnie – wyszeptała ledwie konająca nastolatka
- Ugryzł? Jak to, kto, chodzi ci o jakieś zwierzę? – zdenerwowana obrzucałam ją pytaniami, choć wiedziałam, że nie doczekam się odpowiedzi, chwilę później przestała już wydawać z siebie jakiekolwiek dźwięki. Byłam przerażona, jedyne co mogłam zrobić to krzyczeć i to głośno. Usłyszał mnie chyba cały lokal bo chwilę później zjawiło się mnóstwo osób, a wraz z nimi sanitariusze biegnący z noszami.
Gdy już było po wszystkim usiadłam przy jednym ze stolików, a Matt podał mi gorącą herbatę. Elena i Stefan przysiedli się koło mnie i zatroskani zaczęli wypytywać czy nic mi nie jest.
- Powiedziała, że ją ugryzł – oznajmiłam i spojrzałam im w oczy
- Jak to ugryzł, kto? – zapytała zaniepokojona Elena
- Nie wiem, tylko tyle zdołała powiedzieć, zanim… - nie potrafiłam tego wypowiedzieć, wiedziałam, że w momencie kiedy pogotowie dotarło, dziewczyna już nie oddychała, nic nie można było zrobić. Zaczęłam na nowo płakać wykończona wydarzeniami dzisiejszego dnia.
Stefan zaproponował, że odwiezie mnie do domu, więc się zgodziłam. Elena protestowała, że zostanie ze mną dzisiaj, a ja się zgodziłam, po tym co się zdarzyło nie chciałam być sama ani przez chwilę. Kiedy dotarłyśmy na miejsce, usiadłyśmy na ganku, musiałam chwilę odetchnąć po
strasznych wydarzeniach dzisiejszego dnia. Porozmawiałam jeszcze trochę z Eleną, a właściwie to wypłakiwałam jej się jeszcze przez chwilę, a ona mnie pocieszała. Kiedy zrobiło się chłodno postanowiłyśmy wejść do środka. W domu nikogo nie było, mama pewnie pojechała na miejsce zbrodni zbadać sprawę. Czy to była zbrodnia? Zaczęłam się nad tym poważnie zastanawiać, wszystko na to wskazywało, ale nie chciałam przyjąć tego do wiadomości.
- Chodź położymy cię do łóżka – oznajmiła Elena, po czym wzięła mnie pod rękę i zaprowadziła do sypialni.

Stefan
Kiedy już odwiozłem Elenę i Caroline udałem się prosto do domu. To na pewno jego sprawka, wiedziałem że nie przyjechał z dobrymi zamiarami. Damon zawsze był żądny krwi, cierpienie innych go bawiło, ale dlaczego zawsze musiał zabijać, dlaczego nie znał umiaru? Pogrążony w obmyślaniach mało nie potrąciłem jakiegoś gościa, pojawił się na drodze znikąd. Zatrzymałem się, po czym uchyliłem szybę i zapytałem czy jest cały. Zamiast odpowiedzieć spojrzał w moją stronę, jako że był zakapturzony dojrzałem tylko zarys jego uśmiechu, chwilę później już go nie było. Gdy wreszcie dojechałem, pospiesznie wysiadłem z auta i wbiegłem do domu. Damon siedział na kanapie i jak zawsze pił whisky.
- Co ty zrobiłeś do cholery? Przyjechałeś tutaj za mną, żeby terroryzować miasto? – zacząłem wrzeszczeć
- O co ci chodzi braciszku? Czyżby wiewiórki ci już nie służyły? Mówiłem już dawno, żebyś przerzucił się na normalną dietę – zapytał po czym na jego twarzy wykwitł kpiący uśmieszek
- Nie udawaj, że nie wiesz, to ty zabiłeś tą młodą dziewczynę w Grillu
- O czym ty mówisz, nie zabiłem nikogo, przecież siedziałem tam z tobą, a kiedy weszła ta twoja ślicznotka z Caroline ulotniłem się – odpowiedział patrząc na mnie ze zdziwieniem
- Jeśli nie Ty to kto to zrobił?
Witajcie panowie, kope lat – powiedział ktoś nagle
Kiedy odwróciłem się w jego stronę zamarłem z przerażenia

- Klaus…


Witam was serdecznie w 3 już rozdziale mojego opowiadania. Mam nadzieję, że wam się spodoba i będziecie chętnie zaglądać tu częściej :)

niedziela, 30 sierpnia 2015

Rozdział 2

-Cześć - wybełkotałam ledwo słyszalnie, jego ton był taki oficjalny i zimny.
-Damon miło mi - wyciągnął rękę w geście przywitania, podałam mu swoją a on lekko musnął ją ustami. Moje ciało w tym momencie przeszył lekki, chłodny dreszcz.
-Elena - w ustach miałam niesamowicie sucho przez co ciężko było mi mówić.
-Elena idziemy, przepraszam - krzyknęła Car odrywają mnie od Damona, w tym momencie nasze jeszcze splecione ręce się odłączyły. Szłyśmy korytarzem w stronę stołówki, chwilę później odwróciłam się żeby jeszcze raz go zobaczyć, jednak jego już  tam nie było. Dla mnie było to nie logiczne, nie jest możliwe żeby ktoś tak szybko zniknął z miejsca, w którym przed chwilą się znajdował. Jednak nie chciałam o tym za dużo myśleć, on i tak od wczoraj zajmuję prawie każdą moją myśl.
-Jest słodki -  Caroline jak zawsze zachwycała się chłopakiem, chyba nie muszę wspominać którym. Jadłyśmy lunch i rozmawiałyśmy o nim.
-Dla mnie jest dziwny - odezwałam się biorąc jednocześnie frytka.

-Ty i te twoje wieczne podejrzenia, to jest mega ciacho...a Ty mogłabyś nie szukać w ludziach zawsze drugiego dna - jaka ona podekscytowana, fakt jest bardzo przystojny no ale nie przesadzajmy. U nas w szkole jest wielu przystojnych chłopców np Matt czy Tyler.
-Skończmy jego temat, może pójdźmy dziś do baru? Pogramy w bilarda, trochę się rozerwiemy - Bon jak zawsze kończy nasze sprzeczki, które są na porządku dziennym. Z Car mamy podobne charaktery przez co często dochodzi do drobnych spięć.
-Jestem za.
-Ja też - reszta szkolnego dnia minęła w pokojowej atmosferze, co jakiś czas zerkałam na nowego, oczywiście tak często jak jak na niego patrzyłam tak często beształam się za to w myślach. Po szkole wróciłam do domu, ale nie na długo. Zjadłam obiad, przebrałam się i wyszłam. Nikogo nie było, co jest dosyć dziwne. W domu powinna być ciocia Jena, albo chociaż Jeremy a tu pustka. Poszłam do baru, w którym już były Car i Bon.
-Co powiecie na partyjkę bilarda ? - zaproponowałam, a po chwili już grałyśmy. Jedna tura, druga, trzecia. Po tak intensywnej grze zachciało nam się pić.
-Ja przyniosę - odwiesiłam kij i podeszłam do baru, za którym stał mój dobry przyjaciel Matt.
-Matty 3 razy sok - usiadłam czekając na zamówienie, nie wiem nawet kiedy a po mojej prawej stronie siedział...Damon? Tak to był on, w ręku trzymał kieliszek z jakimś trunkiem.
-I znów się spotykamy - mówił patrząc się przed siebie. Nie odezwałam się, ale mój oddech przyspieszył.
-Nie bój się mnie, nie gryzę - po jego słowach głośno przełknęłam ślinę, może to dziwne ale w głosie miał coś dziwnego, ja....ja miałam wrażenie że on na prawdę chciałby mnie ugryźć. Może i to paranoiczne, ale nie moja wina że właśnie takie mam uczucia. Po wypowiedzianych słowach przychylił trzymane w ręku szkło i wypił do dna zawartość. Widać, że był w tym całkiem niezły nawet się nie skrzywił, nic żadnej reakcji.
-Nie boję się, a na pewno nie Ciebie- wyjąkałam ledwo co słyszalnie.
-Jesteś urocza - jego ton głosu, cóż nie mogę o nim zbyt wiele powiedzieć. Był tajemniczy i taki chłodno-
mroczny.
-Proszę - Matt przyniósł mi moje zamówienie już miałam odchodzić, gdy usłyszałam za sobą jego głos.
-Może kiedyś razem pójdziemy na coś mocniejszego niż soczek? - zawahałam się odpowiedzieć czy nie, jednak finalnie udałam się do dziewczyn bez słowa. Przez całą te sytuację posiedziałam z nimi jeszcze tylko chwilę, nie miałam ochoty dłużej tam zostawać i patrzeć na niego, czuć na sobie co chwila jego wzrok. To takie krępujące. Przewróciłam odruchowo oczami i kogo ujrzałam po drugiej stronie baru? Moją ukochaną
ciocię, która popija drinki z moim nauczycielem. Aż się we mnie zagotowało, nie jestem typem osoby który od razu idzie i robi scenę na pół baru, dlatego też postanowiłam kulturalnie wrócić do domu, a tam dać jej repremendę od razu jak wróci.
-Wiecie co ja już się będę zbierać - powiedziałam cicho, próbując ukryć swoją frustracje.
-Coś się stało ?
-Głowa mnie boli, nie mam ochoty już tu siedzieć. Z resztą jutro rano idziemy do szkoły - moja wymówka jak zawsze skuteczna.
-Panno Gilbert jutro jest wtorek, to logiczne że idziemy do szkoły - Caroline zamrugała oczami, lekko pukając się palcem w czoło. Chciała przez to pokazać jakie to było oczywiste. Po nie długiej chwili pożegnałam się z dziewczynami, zarzuciłam na ramiona sweter. Było dosyć chłodno, przez co nijak nie szło iść w samej bokserce. Dziś było na dworze jakoś tak inaczej, nieswojo. Miałam wrażenie, że ktoś za mną idzie. Gwałtownie się odwróciłam, jednak nikogo nie było. Znów skarciłam się w myślach, przez te moje chore urojenia kiedyś zwariuje. Odwróciłam głowę i lekko odbiłam się od kogoś klatki piersiowej. Upadłam z hukiem na ziemie, jednak szybciej niż upadłam podniosłam się. Otrzepałam spodnie i sweter, spojrzałam na winowajce mojego wypadku.
-Mógłbyś uważać następnym razem - potarłam bolące od upadku ręce. Ten chłopak, nie widziałam go tutaj wcześniej. Od kiedy w Mystic Falls pojawia się tyle nieznajomych twarzy. Był wyższy ode mnie, miał kwadratową szczękę, włosy koloru chyba ciemnego blondu, jednak nie jestem pewna jakby nie patrzeć jest ciemno. Największą moją uwagę zwróciły jego połyskujące w blasku księżyca oczy. Było w nich coś pociągającego, tak jak w oczach Damona.
-Przepraszam, na prawdę nie chciałem. Jestem Stefan - podał mi rękę, a ja bez zawahania dałam mu swoją.


-Elena, przepraszam za ten wybuch...ciężki dzień - westchnęłam.
-Nie ma za co, to tylko i wyłącznie moja wina. Może w ramach zadośćuczynienia odprowadzę Cię do domu? To niezbyt bezpieczna okolica dla tak atrakcyjnej damy - matko jaki on miły i taki bystry, po prostu inny od wszystkich. Oczarował mnie swoim wdziękiem, jest trochę staroświecki ale uroczy.
-Chętnie - szliśmy ciągle rozmawiając. Wymienialiśmy między sobą zdania na różne tematy, nasze poglądy były dosyć podobne. Bardzo dobrze mi się z nim konwersowało, jednak wszystko co dobre szybko się kończy. Po nie długiej chwili staliśmy pod drzwiami mojego domu, wtedy zapanowała jakaś niezręczna cisza.
-To ja już chyba... - wskazałam na drzwi co miało oznaczać, że już będę się zbierać do domu.
-Tak masz rację późno już - podszedł do mnie, byl bardzo blisko. Moje tętno niespodziewanie szybko przyspieszyło. Zbliżył swoją twarz do mojej i złożył delikatny pocałunek na moim policzku. Jego miękkie usta ogrzały nieco mój zmarznięty policzek. Gdy się odsunął, moją twarz oblał mały rumieniec, uśmiechnęłam się i weszłam do domu. Czułam się świetnie, w domu był już Jeremy, słyszałam jak gra na konsoli. Miałam tak dobry humor, że o dziwo do niego dołączyłam. Koło 22 wykąpałam się i przebrałam. Usiadłam jak zawsze na parapecie, zapisując notki w moim pamiętniku. Wyjrzałam przez okno i znów ujrzałam tego mężczyznę, tym razem nie był sam. Dyskretnie spoglądałam na nich, aby nie zorientowali się, że zerkam. Teraz już wiem kto to jest, w mojej głowie krąży teraz jedno pytanie co Damon robi w towarzystwie Stefana ?


Witam was już w drugim rozdziale, mam nadzieję że podoba wam się nowy rozdział. Jak na razie mało co się dzieję, ale jak wiadomo musi się rozkręcić Kolejny za tydzień, dziękuje wam za komentarze, na prawdę nie spodziewałam się, że będzie ich aż tyle. Kolejny rozdział w kolejny weekend :) 

Rozdział 2

Dzisiejszy dzień był wykańczający. Razem z Bonnie skończyłyśmy przygotowania do imprezy urodzinowej Eleny, która odbędzie się już jutro. Cały dzień siedziałyśmy w szkole i dekorowałyśmy salę. Udało mi się porozmawiać z Eleną na temat nowego, co dosyć rzadko się zdarza, ponieważ Elena jest zazwyczaj skryta. Na razie twierdzi, że jest miły i szarmancki i tyle, ale ja wiem, że już od ich pierwszego spotkania wpadł jej w oko. Jak zwykle zostałam wyrwana z moich głębokich rozmyślań przez Tylera, który właśnie po mnie przyjechał. 

- Witaj kochanie – przywitał się – mam dla Ciebie niespodziankę – oznajmił, po czym wyjął nieduże czarne pudełko z kieszeni – To dla Ciebie – powiedział po czym je otworzył i moim oczom ukazała się piękna srebrna bransoletka.
-Tyler, nie wiem co powiedzieć, jest piękna – zdążyłam wyjąkać, kiedy on już zapinał mi ją na ręce.
Przyglądałam jej się przez chwilę, po czym
zarzuciłam mu ręce na szyję i zaczęłam obsypywać go pocałunkami.
-Brakowało mi Ciebie Caroline – powiedział po czym pocałował mnie raz jeszcze i przytulił – Przepraszam, że ostatnio Cię zaniedbywałem, ale mam ostatnio dużo rzeczy na głowie
W tej chwili nie rozmyślałam już nad tym, że ostatnio był jakiś niedostępny, cieszyłam się chwilą – Kocham Cię – powiedziałam patrząc mu głęboko w oczy.
- Ja Ciebie też Car, nawet nie wiesz jak bardzo – odparł po czym posadził mnie sobie na kolanach i zaczął obsypywać pocałunkami po szyi i dekolcie.
- Mmm Tyler – westchnęłam i wsunęłam mu ręce pod koszulkę, on natomiast zaczął wsuwać swoje pod moją sukienkę i trzask, w tej chwili drzwi od mojego pokoju się otworzyły, a ja aż podskoczyłam z przerażenia.
- Co tutaj się dzieje?!
- Nic mamo, my tylko… - próbowałam się jakoś wytłumaczyć lecz wiedziałam, że to na nic. Czy może być coś gorszego od przyłapania przez własną matkę na pieszczotach ze swoim chłopakiem?
- Tyler myślę, że powinieneś już iść – zmierzyła go groźnym spojrzeniem po czym wskazała na drzwi
- Tak jest Pani Forbes, przepraszam, to się więcej nie powtórzy – odpowiedział speszony, po czym wstał poprawił koszulkę, puścił do mnie oczko i już go nie było.
Ja oczywiście miałam później wielki wykład na temat wieczornych wizyt Tylera, ale jakoś z tego wybrnęłam. Byłam już tak zmęczona, że zatrzasnęłam za sobą drzwi i opadłam bezwładnie na łóżko.
Rano zadzwoniła Bonnie, oznajmiając że przyjedzie po mnie za 20 minut. Pospiesznie spakowałam swój strój na bal maskowy oraz prezent dla Eleny i pognałam przed dom. Bonnie już czekała z wielkim uśmiechem na twarzy.
- Z czego się tak cieszysz? – zapytałam zaciekawiona
- Nie mogę się już doczekać miny Eleny, kiedy zobaczy co dla niej przygotowałyśmy
- Myślisz, że jej się spodoba?
- No jasne, będzie zachwycona, zwłaszcza kiedy zobaczy Stefana
- Żeby tylko nie pomyślała, że próbujemy ją swatać na siłę – odpowiedziałam zmieszana
- Nie pomyśli, spokojnie wszystko pójdzie po naszej myśli – odparła po czym zapaliła silnik i ruszyła w stronę domu Eleny
Kiedy dotarłyśmy na miejsce pospiesznie zabrałyśmy wszystkie swoje rzeczy i poszłyśmy się przygotować.
Elena oczywiście wyglądała oszałamiająco, miała na sobie obcisłą czarną sukienkę aż do ziemi, a do tego wielki srebrny naszyjnik na szyi. Bonnie była ubrana w zieloną rozkloszowaną sukienkę, ja natomiast w krótką
czerwoną kreację.
-Muszę przyznać dziewczyny, że wyglądamy wręcz olśniewająco – oznajmiła Bonnie, po czym tanecznym krokiem podeszła do nas, złapała za ręce i wszystkie trzy ruszyłyśmy na wielkie tegoroczne wydarzenie (niespodziankę).
Gdy dotarłyśmy na miejsce, było już pełno ludzi. Spojrzałam na Elenę po czym pchnęłam ją w środek tłumu, który nagle się rozstąpił, a naszym oczom ukazał się wielki tort z napisem Szczęśliwych 18-stych urodzin Elena. Do tego z boku stało dwóch mężczyzn, którzy umiejętnie żonglowali sztucznymi ogniami. Nagle wszyscy odeszli krok w tył zostawiając Elenę w samym
środku spektaklu i zaczęli śpiewać sto lat.
Szok malował się na jej twarzy, widać było, że tego się nie spodziewała. Razem z Bonnie uśmiechnęłyśmy się do siebie, kiedy ujrzałyśmy zbliżającego się Stefana. Był ubrany w czarny garnitur, wyglądał wręcz nieziemsko. Podszedł do Eleny po czym ukłonił się i wysunął rękę w jej stronę prosząc ją do tańca.
Kiedy wiedziałam, że moja robota tutaj jest już skończona podeszłam do stolika z poczęstunkiem i zaczęłam doglądać Tylera, niestety nigdzie go nie widziałam. Stojąc tak i wpatrując się w tłum zamaskowanych ludzi zauważyłam nieznajomego wpatrującego się intensywnie w Elenę i Stefana. Nie wiem kto to był ale zdecydowanie różnił się od całego tłumu. Ubrany był cały na czarno, jego oczy były intensywnie niebieskie, nawet z tej odległości nie dało się ich nie
zauważyć. Nagle na jego twarzy wykwitł tajemniczy uśmiech, powiodłam za jego wzrokiem i zauważyłam minę Stefana. Był zszokowany i jakby przerażony, przestał tańczyć z Eleną, i za chwilę już go nie było. Ten drugi tajemniczy mężczyzna też zniknął w mgnieniu oka. Zaczęłam się zastanawiać nad tym co tu się właśnie wydarzyło, czy to możliwe, żeby ktoś pojawił się i zniknął tak szybko? Zdezorientowana podeszłam do Eleny i zapytałam
- Co się właśnie stało?
- Nie wiem, tańczyliśmy, było miło, kiedy Stefan nagle cały zesztywniał przeprosił mnie i pospiesznie odszedł – odpowiedziała zasmucona. – Myślisz, że to przeze mnie, zrobiłam coś nie tak? – zapytała z paniką w głosie
- Oczywiście, że nie Eleno, spróbuj się uspokoić, na pewno wróci – No cóż, co do tego pewności nie miałam, ale nie chciałam martwić Eleny. Zabrałam ją ze sobą, poszłyśmy do Bonnie i zaczęłyśmy tańczyć.
- Widziałaś gdzieś Tylera? – wykrzyknęłam w stronę Bonnie, usiłując przekrzyczeć głośną muzykę.
- Nie zauważyłam go nigdzie, może jeszcze nie dotarł… - odparła po czym została porwana do tańca przez jakiegoś chłopaka w niebieskim garniturze.
Zabawa trwała w najlepsze, a po Tylerze nie było ani śladu, zaczęłam się już zamartwiać, że mogło mu się coś stać. Wyszłam przed szkołę, kiedy usłyszałam czyjeś krzyki
- Damon co Ty tu do cholery robisz?! – wykrzykiwał wściekły Stefan
- Tak witasz swojego ukochanego braciszka? Daj spokój, wiem że za mną tęskniłeś – nieznajomy
uśmiechnął się po czym przeniósł wzrok na mnie. – Nie ładnie podsłuchiwać, moja droga – oznajmił rozbawiony
Stefan również skierował wzrok ku mnie, aż mi zmiękły nogi, nie wiedziałam co odpowiedzieć, więc przeprosiłam i uciekłam. Co to było do cholery? Zaczęłam się zastanawiać nad całą tą sytuacją. Nie wiedziałam, że Stefan ma brata, chociaż skąd mogłam wiedzieć, dopiero co go poznałam. Usiadłam na ławce przed szkołą i zaczęłam się zastanawiać nad dzisiejszym wieczorem. Za sobą usłyszałam czyjeś kroki, odwróciłam się i zobaczyłam Stefana.
- Wybacz, że musiałaś być świadkiem tej sytuacji – powiedział po czym usiadł obok mnie
- Nie musisz przepraszać, to ja powinnam za to, że podsłuchiwałam. A swoją drogą to nie wiedziałam, że masz brata – napomknęłam, mając nadzieję, że powie coś więcej
- Tak, ale nie żyjemy w najlepszych stosunkach ze sobą, jak zresztą zauważyłaś – odparł
- No cóż, nie dało się nie zauważyć. Powinieneś porozmawiać z Eleną – zmieniłam szybko temat, widząc, że on nie chce o tym rozmawiać
- Tak, wiem, właśnie zmierzałem do szkoły, ale skoro Cię spotkałem po drodze, to stwierdziłem, że wyjaśnię Ci tą sytuację, której byłaś świadkiem
- Może oboje powinniśmy wrócić… - zasugerowałam, po czym wstaliśmy i udaliśmy się z powrotem na imprezę.
Kiedy weszliśmy do środka zauważyłam Elenę tańczącą z jej byłbym chłopakiem Mattem, Stefan
najwyraźniej też to zauważył, bo wpatrywał się w nich intensywnie.
- Elena najwyraźniej świetnie się bawi – powiedział wciąż badawczo przyglądając się tańczącej parze
- Może pójdziesz tam i odbierzesz swój taniec? –
zasugerowałam, a kiedy spojrzałam w jego stronę, on uśmiechnął się zadziornie i ruszył w stronę solenizantki
Mina Matta była bezcenna, kiedy musiał ustąpić Stefanowi, który mierzył go wzrokiem od stóp do głów, zaraz potem porwał Elenę w wir tłumu. Ja natomiast byłam już wykończona, więc postanowiłam, że pojadę do domu, a w sumie to przejdę się, ponieważ Bonnie jest zbyt zajęta swoim nowym amantem, żeby mnie odwieźć. Wyszłam na zewnątrz wyjęłam telefon i postanowiłam zadzwonić do Tylera. Niestety odezwała się poczta głosowa
- Tyler, dlaczego nie dotarłeś na bal? Czy coś się stało? Odezwij się jak najszybciej, martwię się – nagrałam mu się po czym schowałam telefon do torebki. Idąc tak samotnie ulicą miałam nieodparte wrażenie, że ktoś mnie śledzi, stanęłam na chwilę i zaczęłam się rozglądać, lecz nie dostrzegłam niczego niepokojącego, ruszyłam więc dalej.
- Co taka ślicznotka robi sama w środku nocy i to w takim stroju? – odezwał się głos za mną
Myślałam, że serce wyskoczy mi z klatki piersiowej, pospiesznie się odwróciłam i zobaczyłam tajemniczego mężczyznę z balu, brata Stefana.
- Wybacz moje maniery, nie chciałem Cię wystraszyć, jestem Damon, brat Stefana jak już zapewne wiesz – powiedział po czym ukłonił się i pocałował mnie w rękę
To dziwne, on i jego brat mają takie dobre maniery, skąd oni się wzięli?
- Tak wiem, ja jestem Caroline – odparłam i zapytałam – śledziłeś mnie?
- Nie, skądże. Po prostu widziałem jak wychodzisz, więc postanowiłem, że pójdę kawałek za Tobą, w końcu o tej porze może być niebezpiecznie – powiedział i uśmiechnął się zawadiacko – Co Ty na to, żebym Cię odprowadził? – zapytał
- Cóż mogę na to przystać, bylebyś mnie więcej już tak nie straszył
- Oczywiście – odpowiedział po czym ruszyliśmy przed siebie
Nie rozmawialiśmy zbyt wiele, dowiedziałam się tylko tyle, że przyjechał w pilnej sprawie do brata i nie zamierza tu długo zabawić. Kiedy doszliśmy już pod mój dom zapytał
- Ta dziewczyna, z którą tańczył Stefan, jak jej na imię?
- To Elena, moja przyjaciółka, czemu pytasz?
- Byłem ciekaw, przypomina mi moją starą znajomą – odpowiedział po czym spojrzał w ziemię głęboko nad czymś rozmyślając. – No nic, to ja już będę uciekał, radziłbym Ci nie krążyć w nocy po ulicy – powiedział i zniknął zaraz potem.

Co jest z tymi braćmi Salvatore? Oboje są tacy skryci i tajemniczy. Rozmyślając tak weszłam do domu przebrałam się w piżamę i położyłam do łóżka. Przed snem sprawdziłam jeszcze telefon z nadzieją, że Tyler się odzywał, niestety nic z tego. Byłam poważnie zaniepokojona tym co się z nim dzieje, lecz nie miałam już siły na dłuższe rozmyślania, przekręciłam się na drugi bok i już miałam iść spać, kiedy coś uderzyło w okno...

Mam nadzieję, że rozdział się spodobał i będziecie chętnie wracać, by czytać następne. Serdecznie dziękuję za wszystkie komentarze i na następny rozdział zapraszam za tydzień :)

sobota, 22 sierpnia 2015

Rozdział 1

Wstałam jak zawsze wcześniej rano, do szkoły miałam co prawda kawałek ale lubiłam dobrze wyglądać. Wzięłam prysznic i wybrałam garderobę na dziś, włosy rozpuściłam i uczesałam, jak zawsze lekko opadały na moją twarz. Zeszłam na dół, gdzie czekało na mnie już śniadanie przygotowane przez ciocię Jene. Nie długo później przyszła po mnie Caroline z Bonnie i jak zawsze razem poszłyśmy do szkoły. Nasza dusza towarzystwa (czyt. Caroline) jak zawsze miała świetny humor i tysiąc rzeczy do opowiedzenia. Nawet nie wiem kiedy, a dotarliśmy pod gmach szkoły. Do dzwonka zostało nam ponad dziesięć minut, dlatego postanowiłyśmy posiedzieć na świeżym powietrzu.
-Kto to? - Bonnie pokazała na mężczyznę wysiadającego ze staromodnego mercedesa. Przyglądałam mu się dosyć uważnie i już wiedziałam, że to jest dokładnie ten sam człowiek, którego widziałam dzień wcześniej.
-Nie wiem, ale podoba mu się. Pójdę i powiem, że jestem z komitetu powitalnego - klasnęła w dłonie, a w jej oczach pojawiły się iskierki radości.
-Caroline, muszę Cię zmartwić - zaczęłam mrugać teatralnie po czym skończyłam zdanie - u nas nie ma komitetu powitalnego.
-Ja to wiem, Ty, Bonnie ale on nie - jej entuzjazmu chyba nic nie było w stanie zmniejszyć.
-No tak masz rację, oprócz nas 3 wie to pewnie jakoś cała szkoła - Bonnie jak zawsze celna uwaga.
-Ale on nie wie - wstała, poprawiła ręką włosy i z szerokim uśmiechem poszła do tajemniczego chłopaka. Patrzyłam w ich stronę jak otępiała, śledziłam dosłownie każdy nawet najmniejszy gest Car i tego chłopaka. Tak jak już wspominałam on budził we mnie, niepokój. Po nie długiej chwili Car i jego już nie było, byli we wnętrzu budynku, czyli jednak dał się wrobić w komitet powitalny.
-Ona zrobi wszystko, żeby tylko upolować sobie chłopaka - i ponownie celna uwaga mej przyjaciółki.
-Taka już jest, nie zmienisz jej - uśmiechnęłam się, wzięłam Bonn pod rękę i zaczęłyśmy kierować się w stronę klasy. Byłam strasznie ciekawa do której klasy idzie tajemniczy chłopak, no i oczywiście jak wygląda. Usiadłam w czwartej ławce na środku klasy, czekając jak przyjdzie nauczyciel i oczywiście moja kochana blondyneczka. Car wbiegła do sali, dosłownie sekundę przed nauczycielem, usiadła w ławce przede mną. Była bardzo podekscytowana. Do klasy wszedł Alaric Saltzman, nowy nauczyciel historii. Przystojny, młody i nie przypomina eksponatu z muzeum jak nasza wcześniejsza nauczycielka Pani Jones.
-Witam jestem Alaric Saltzman, ale to zapewne już wiecie. Mówcie do mnie Alaric bądź po prostu Panie
Saltzman, jak wam wygodniej. Będę waszym nauczycielem historii no i cóż zacznijmy w końcu te zajęcia, bo przejdzie to do najdłuższego wstępu w historii - próbował zażartować, no ale cóż nie wyszło mu. Chociaż próbował. W pewnym momencie odwróciła się do mnie podekscytowana Caroline.
-On będzie chodził z nami do klasy - pisnęła radośnie, a minutę po jej słowach w progu klasy zjawił się on. Hebanowe włosy, lazurowe oczy i ubranie całe ciemne, mroczne.
-Mogę w czymś pomóc ? - zapytał miło Mr. Saltzman.
-Jestem nowym uczniem - odpowiedział zsuwając z nosa okulary, założył je na koszulke.
-Imię i nazwisko.
-Damon Salvatore - nauczyciel spuścił wzrok szukając go na liście.
-Nie ma Cię - Damon, bo tak ma na imię no w końcu przed chwilą się przedstawił podszedł do Alarica, chyba w celu sprawdzenia czy na pewno tak jest. Spojrzał wpierw w kartkę, a później prosto w oczy naszego profesorka, szepnął coś ledwo słyszalnie.
-Tak masz rację jesteś, przepraszam za pomyłkę - to było dziwne, albo i nie. Halo Elena, czemu we
wszystkim doszukujesz się jakiś spisków czy innych durnot. Usiadł w wolnej ławce dokładnie po mojej lewej stronie, patrzyłam w jego oczy jak szedł. Były takie...pociągająco dziwne. Usiadł nawet nie spojrzał w moją stronę, nic zero żadnej reakcji. Muszę przyznać, że jest bardzo interesujący. Lekcja minęła mi bardzo szybko, co chwila dyskretnie spoglądałam na nowego ucznia, jednak on ciągle wpatrywał się w jeden punkt na początku sali. Wydaję mi się, że musiał być bardzo zainteresowany lekcją.  Po dzwonku chciałam jak najszybciej wyjść z klas, jednak mój pośpiech nie był zbyt dobrym pomysłem. Przy drzwiach wpadłam na tego nowego, uniosłam lekko głowę do góry i ujrzałam jego lazurowe oczy, które dosłownie przewiercały mnie od środka. Miałam wrażenie, że on zna każdą moją myśl, zrobiło mi się duszno, nie mogłam nic powiedzieć. Pośpiesznie wyminęłam go i zaczęłam biec przez korytarz w stronę toalet, słyszałam za sobą krzyki Car i Bon, ale chciałam na chwilę zostać sama i ochłonąć. Wbiegłam do pierwszej lepszej kabiny zamykając ją od środka, zsunęłam się po drzwiach do dołu i zaczęłam uspokajać oddech. Schowałam twarz w dłoniach, czułam jak przez jego jedno spojrzenie moje ciało płonęło od środka, czułam że on wie o mnie wszystko. Caroline i Bonnie były w łazience chwilę po mnie, zaczęły walić do drzwi, krzyczały żebym je otworzyła.
-Eleno Gilbert jeżeli za chwilę nie otworzysz tych drzwi obiecuję Ci, że je wyważę... nie wiem jak ale to zrobię - cóż Car i jej obietnice. Wstałam przetarłam oczy i wyszłam.
-Co się stało ? - Bon na prawdę wyglądała na przerażoną moim stanem.
-Nic mi nie jest ok? Po prostu ten nowy mnie onieśmiela, zbłaźniłam się i tyle - wzruszyłam ramionami, podeszłam do zlewu i ochlapałam twarz wodą. Caroline podeszła do mnie podając papierowe ręczniki.
-Możemy już iść - wzięłam torbę i otworzyłam drzwi od łazienki i znów na kogoś wpadłam. Mogę śmiało stwierdzić, że to jakieś fatum to ponownie on, piękny i boski mroczny.
-Witaj - powiedział, a jego kąciki ust lekko się uniosły.



Witam was w pierwszym rozdziale mojego Fanfiction. Mam nadzieję, że robi on na was pozytywne wrażenie i zachęca do czytania kolejnych rozdziałów. Drugi powinien pojawić się w przeciągu tygodnia, może wcześniej. Dziękuje za każdy komentarz, ponieważ jest on dla mnie dodatkową motywacją do pisania dla was :)

Rozdział 1

Jak zwykle budzik zadzwonił o 07:00 godzinie. Wstałam powoli z łóżka i przetarłam oczy. Nie pamiętam już, kiedy miałam okazję się wyspać, ostatnie dni były dla mnie męczące. Od kilku dni planuję razem z moją przyjaciółką Bonnie przyjęcie niespodziankę dla Eleny. Jako, że jest ona najpopularniejszą dziewczyną w szkole, impreza musi być wyjątkowa i przebić tą z zeszłego roku. Nie będzie to łatwe, ale czego się nie robi dla przyjaciół.

- Caroline! Tyler po Ciebie przyjechał, pospiesz się
- Już schodzę mamo
Skończyłam się ubierać i zeszłam na dół, gdzie ujrzałam moją mamę gawędzącą z moim chłopakiem Tylerem. Jestem z nim już od 2 lat i nadal za każdym razem gdy go widzę zapiera mi dech w piersi. Poznaliśmy się na początku szkoły średniej i od razu coś między nami zaiskrzyło, od tamtej pory jesteśmy nierozłączni, chociaż ostatnimi czasy Tyler zachowuje się jakoś inaczej, jest jakby
niedostępny.
 Z rozmyślań wyrwała mnie mama, która dosłownie wypchnęła mnie za drzwi.
- Powodzenia na egzaminie – powiedziała i posłała mi buziaka na do widzenia
- Egzamin? To dzisiaj? – zapytałam zdezorientowana
- Tak skarbie, gdybyś nie była tak rozkojarzona planowaniem imprezy dla Eleny pamiętałabyś o tym – poganił mnie Tyler.
- Wiem, że ostatnio jestem trochę skołowana, ale to już długo nie potrwa – odpowiedziałam pospiesznie, po czym wsiadłam do auta i na nowo zaczęłam rozmyślać.
W szkole jak zwykle nie działo się nic ciekawego, no może poza tym, że Tyler znowu dostał medal za swoje osiągnięcia sportowe. W zeszłym roku został kapitanem drużyny futbolowej i muszę przyznać, że jest w tym naprawdę niezły.
 Idąc do stołówki spotkałam Bonnie, oczywiście na mój widok podbiegła z wielkim uśmiechem na
twarzy i przedstawiła mi swój pomysł na przyjęcie niespodziankę dla Eleny.
- Mówię Ci będzie zachwycona! – powiedziała podekscytowana.
- Bal maskowy? Czy to aby na pewno dobry pomysł, żeby połączyć tegoroczną imprezę z urodzinami Eleny? – zapytałam zaskoczona
- Oczywiście, będzie cała szkoła, mnóstwo chłopców, wiesz że Elenie przydałby się jakiś gorący towar, w końcu z Mattem przestała spotykać się w zeszłym roku, czas najwyższy na zmiany.
- No nie wiem czy Elena będzie zadowolona z tego powodu, że znowu usiłujesz ją z kimś poznać – Odpowiedziałam rzucając jej pytające spojrzenie.
-Oj daj spokój, przecież nie zmuszam jej do niczego.
- Kogo do niczego nie zmuszasz? – zapytała Elena
- Ooo cześć, nie widziałam Cię. Nikogo tak sobie po prostu gadamy – odpowiedziała zaczerwieniona.
- Ja się zmywam, muszę jeszcze powtórzyć materiał przed egzaminem – posłałam im całusa i odeszłam w drugą stronę.
Moją naukę przerwał Alaric, nasz nauczyciel historii, oświadczając mi że sprawdzian właśnie się zaczął i żebym udała się do klasy. Rzeczywiście byłam 10 minut spóźniona, nie wiem jak to się dzieje, że wciąż mi wszystko umyka. Wchodząc do klasy zauważyłam nieznajomą twarz chłopaka,
wyglądającego na 17 lat.
-Moi drodzy to jest Stefan, nasz nowy uczeń – oznajmił nauczyciel historii – Po teście proszę, niech któreś z was oprowadzi nowego kolegę po szkole i zapozna go z systemem naszej szkoły, a teraz proszę wyjąć ołówki, resztę schować do plecaka – powiedział po czym rozdał każdemu sprawdzian.
Wychodząc z klasy natknęłam się na nowego
- Oj przepraszam, nie chciałam na Ciebie wpaść
- Nic się nie stało – odpowiedział uśmiechając się
- Elena! – zawołałam widząc jak wychodzi właśnie z Sali
- O co chodzi? – zapytała zdezorientowana, po czym uwiesiła wzrok na Stefanie
- Byłabyś tak miła i oprowadziła naszego nowego kolegę po szkole?
- Ja? Ale… dobrze, co mi szkodzi – powiedziała speszona, po czym oddaliła się razem ze Stefanem.
Nie dało się nie zauważyć, że patrzył na nią jakby chciał ją zjeść, dosłownie przewiercał ją wzrokiem. Ale chyba, każdy chłopak reaguje tak na Elenę, w końcu jest piękna. Może chociaż on wzbudzi w niej jakiekolwiek zainteresowanie. Odkąd zerwała z Mattem, nie spotykała się z nikim innym. Może Bonnie ma rację, a ja z całą pewnością dopilnuję aby Stefan pojawił się na tegorocznym balu maskowym.
Po szkole udałam się do Bonnie i wspólnie obgadałyśmy do końca, każdy drobny szczegół balu. Później przyjechał po mnie Tyler i odwiózł mnie do domu.
- Wejdziesz? – zapytałam.
- Niestety nie mogę, muszę jeszcze podjechać do Matta – odpowiedział, po czym pocałował mnie czule na pożegnanie.
Wysiadłam z samochodu i usiadłam na ganku rozmyślając o moim związku z Tylerem. Ostatnio jest jakoś inaczej między nami, czuję że coś jest nie tak, lecz on nie chce powiedzieć o co chodzi. Zgrywa twardziela, który woli ze wszystkim radzić sobie sam. Moje rozmyślania przerwał odgłos łamanych gałęzi. Odwróciłam się w kierunku, z którego dochodził hałas i zauważyłam jakiś ruch, jakby ktoś zeskoczył właśnie z drzewa. To niedorzeczne pomyślałam i skarciłam się w duchu za bycie tak bojaźliwą. Miałam już wchodzić do domu, kiedy usłyszałam za sobą czyjś głos
- Witaj, wybacz jeśli Cię przestraszyłem, nie miałem takiego zamiaru –powiedział.
- Stefan? Co Ty tutaj robisz? – zapytałam zdezorientowana
- Wracałem właśnie z przechadzki, kiedy Cię zauważyłem, stwierdziłem więc, że się przywitam – powiedział i podszedł bliżej
- I jak podoba Ci się w Mystic Falls? – zagadnęłam mając nadzieję, że wspomni coś miłego o Elenie
- Myślę, że zaczyna mi się tutaj bardzo podobać i może nawet zostanę na dłużej – odparł uśmiechając się.
Teraz miałam okazję lepiej mu się przyjrzeć. Jest nieziemsko przystojny, to trzeba mu przyznać, ciężko oderwać od niego wzrok. Kiedy tak stałam i uporczywie mu się przyglądałam zagryzając wargę, wyrwał mnie z transu
- Caroline? Jesteś tam? – zapytał uśmiechając się zawadiacko
- Wybacz zamyśliłam się – odpowiedziałam i poczułam jak na twarz wypływa mi ogromny rumieniec, spuściłam, więc głowę i zapytałam czy Elena wywiązała się z oprowadzenia go po szkole.
- Oczywiście, wszystko mi pokazała, to bardzo miła dziewczyna
- To dobrze. I jest wolna – wymsknęło mi się, i moja twarz ponownie zapłonęła czerwienią, Elena z całą pewnością nie byłaby pocieszona taką odpowiedzią. Stefan zaśmiał się, po czym podał mi rękę
- Miło było Cię spotkać Caroline- uścisnął moją dłoń po czym odszedł.
Leżąc w łóżku zastanawiałam się, skąd Stefan przyjechał. Jest inny niż wszyscy chłopcy jakich do tej pory spotykałam. Nie to, żebym była nim zainteresowana w jakiś sposób, po prostu wyparł na mnie dobre wrażenie. Wydaje się być taki porządny i poukładany. Jutro wypytam Elenę jakie ona odniosła w stosunku do niego wrażenie, tymczasem idę spać, jutro znowu dzień pełen przygotowań.




Kochani mam nadzieję, że rozdział wam się spodoba i z chęcią będziecie zaglądać i czytać kolejne :)

środa, 19 sierpnia 2015

Prolog

Siedziałam w pokoju zapisując moje przemyślenia w pamiętniku. Ciocia Jena, gotowała od rana obiad, a Jeremy no właśnie gdzie on ? Nie mam pojęcia, odkąd ma swoje nowe towarzystwo zupełnie odizolował się od całej rodziny. A raczej jej pozostałości. Czasem czułam się przytłoczona własną samotnością, oczywiście miałam przyjaciółki, znajomych oraz masę ludzi którzy próbowali wkupić się w moje łaski. Właściwie to czemu oni to robią?
-Elena obiad - głos cioci rozniósł się po całym domu, odłożyłam mój pamiętnik i zeszłam. Jak zawsze jedliśmy w niezmiernej ciszy. Czuję się strasznie, kiedyś było tu radośnie, głośno. Zawsze pełno ludzi, mój tata, mama, brat a teraz nic.
-Dziękuje - wstałam i odstawiłam talerz do zmywarki. Jak najszybciej pognałam schodami na górę. Jak widać moje życie jest nudne i monotonne. Usiadłam na parapecie, na którym znajdowała się cała masa różnokolorowych poduszek i koców. Wyjrzałam przez okno rozglądając się po okolicy. Moją uwagę przykuł jakiś mężczyzna, nie wiem ile ma lat, może tyle co ja? Nie jestem pewna. Stoi w czarnej skórzanej kurtce i spodniach o tym samym kolorze. Jest niezmiernie przystojny. Wpatruje się we mnie, a ja w niego. Nie wiem czemu, ale patrząc na niego czuję wzrastający niepokój i fascynacje. Odwracam głowę, przerywając nasz kontakt wzrokowy, gdy ponownie patrzę w to miejsce, jego tam już nie ma.




Witam wszystkich w prologu, mam nadzieję że wam się podoba i z chęcią będziecie czytali kolejne rozdziały. Pierwszy pojawi się w przeciągu tygodnia. Będę wdzięczna za każdy komentarz :)