niedziela, 25 października 2015

Rozdział 4

Dzisiejszy dzień ciągnął się bez końca, wszyscy chodzili wkoło mnie na paluszkach i pytali czy wszystko w porządku, i czy czegoś mi nie potrzeba. Co prawda nadal jestem roztrzęsiona ostatnimi wydarzeniami, lecz zaczynam już powoli jaśniej myśleć. Pomimo natłoku tych wszystkich wydarzeń nadal najbardziej rozpaczam nad stratą Tylera, czy to kiedyś stanie się łatwiejsze? Muszę przestać o tym myśleć przynajmniej na chwilę, inaczej Elena, która właśnie podjechała wraz z Bonnie pod mój dom, nigdy nie przestanie się zamartwiać mną, a przecież wiem, że ma też własne problemy.

Pospiesznie założyłam kurtkę i zbiegłam po schodach, by moje przyjaciółki nie musiały oglądać tego chaosu, który panuje w mojej sypialni. Kompletnie nie miałam ostatnio czasu ani chęci by trochę ogarnąć mój pokój, od chwili gdy Tyler… nie zdążyłam dokończyć tej myśli gdyż wpadłam prosto na Elenę, która zmierzała właśnie w moją stronę by się przywitać.
- Car uważaj, bo następnym razem możesz wpaść na coś twardszego – przestrzega mnie uśmiechając się nieśmiało. Widzę, że stara się rozluźnić napięcie po wczorajszym dniu, lecz nie wie czy nie za wcześnie na żarty.
- Nie będzie tak źle, po prostu odpłynęłam na chwilę – odparłam, po czym utkwiłam wzrok w chodniku.
- Dziewczyny będziecie tak stać, czy wreszcie wsiądziecie do samochodu? – zawołała do nas Bonnie.
Większość drogi milczałyśmy, oczywiście zaraz po tym jak zrelacjonowałam Bonnie to co przytrafiło mi się poprzedniego dnia. Sprawiała wrażenie przerażonej, dlatego też postanowiłam oszczędzić jej szczegółów.


Kiedy już dojechałyśmy na miejsce, przed wejściem do szkoły stał Stefan z Damonem i dyskutowali
o czymś zapalczywie. Podeszłyśmy wszystkie trzy aby się z nimi przywitać, lecz gdy już miałyśmy to uczynić Damon ukłonił się i oznajmił iż musi już iść. Zaczęłam się zastanawiać, że jak na 17 latka zachowuje się o wiele doroślej, te dobre maniery i cała ta gracja w jakiej się porusza, wydaje mi się być tak nienaturalna, jakby był z jakiegoś innego wieku.
- Jak się czujesz dzisiaj Caroline? – zapytał zatroskany Stefan wyrywając mnie tym z moich natarczywych przemyśleń.
- Jeśli wciąż będę słyszeć to pytanie, to chyba zwariuję – odpowiedziałam, i od razu poczułam się źle, uświadamiając sobie, że on się tylko o mnie troszczy, natychmiast się poprawiłam – To znaczy jest już lepiej naprawdę, nie ma się czym przejmować – uśmiechnęłam się nieśmiało po czym ruszyłam wraz z przyjaciółkami na lekcje.

Po szkole chciałam pobyć trochę sama, więc powiedziałam Elenie, że nie musi mnie odwozić, oczywiście nie obyło się bez protestu, ale cóż w końcu się ugięła. Jak na złość zaczęło padać, więc wbiegłam szybko do pierwszego lepszego sklepu i po raz drugi dzisiaj niechcący wpadłam na kogoś.
- Przepraszam, nie chciałam – wydukałam pospiesznie.
Kiedy mężczyzna się odwrócił nie byłam w stanie wydusić z siebie nic więcej, samo patrzenie na
niego wprawiało mnie w onieśmielenie
- Ależ nic się nie stało kochanie – odparł – Skąd ten pośpiech? – zapytał i uśmiechnął się
- J-ja, to jest deszcz zaczął padać, więc wbiegłam do pierwszego lepszego sklepu. – odpowiedziałam, po czym poczułam oblewający mnie rumieniec. Nigdy nie jąkałam się ani tak nie denerwowałam przed żadnym chłopakiem, a raczej mężczyzną, bo on z całą pewnością do chłopców nie należał.
- Może cię podwieźć? – zapytał wbijając we mnie wzrok tak intensywnie, że przez chwilę nie byłam w stanie nic odpowiedzieć.
- Nawet nie wiem jak masz na imię – wypaliłam po czym zaczęłam się karcić w duchu za to co powiedziałam. Ostatnie czego mi trzeba to poznawanie nowego czarującego, niezaprzeczalnie oszałamiającego faceta.
- Wybacz me maniery, powinienem się od razu przedstawić, jestem Klaus. – odparł i wciąż patrząc mi w oczy uniósł moją dłoń, lekko się pochylił i ją pocałował.
Kiedy już miałam zdradzić mu swoje imię do sklepu wbiegł jakiś roztrzęsiony mężczyzna i zaczął krzyczeć coś o ataku dzikiego zwierzęcia. Nie zdążyłam się zorientować, kiedy zostałam wypchnięta za drzwi przez grupę ludzi, którzy przepychali się by zobaczyć co się stało. Zaczęłam szukać wzrokiem Klausa, ale jego już nie było. Zrezygnowana ruszyłam w stronę wszystkich tych ludzi, którzy robili szum wokół  tego zdarzenia. Kiedy podeszłam bliżej udało mi się wychylić na tyle z tłumu by zauważyć dziewczynę, która leżała na ziemi cała zakrwawiona i jak się obawiałam martwa. Była mniej więcej w wieku poprzedniej ofiary, nie mogłam uwierzyć, że to znowu się dzieje. Pospiesznie odeszłam od miejsca wypadku i pobiegłam do domu nie oglądając się za siebie.

Wieczorem starałam się odegnać powracające myśli do tego czego byłam dzisiaj świadkiem. Co tu się dzieje? W ciągu dwóch dni dwie osoby padły ofiarą ataku dzikiego zwierzęcia? I to dwie dziewczyny w podobnym wieku? Coś tu nie gra. Wzięłam proszki uspakajające ponieważ nie mogłam znieść już tego stresu. Weszłam pod kołdrę i zaczęłam myśleć o Klausie, kolejnym
tajemniczym mężczyźnie, który pojawił się w mieście. Choć był inny, przypominał trochę braci Salvatore, jednak było w nim coś bardziej tajemniczego, czy może mrocznego? Przed oczami wciąż miałam jego cudowne oczy w kolorze lapis lazuli. Wpatrywał się nimi tak intensywnie we mnie, że na samą myśl przechodziły mnie ciarki.

Na następny dzień do szkoły podwiozła mnie mama, ponieważ Elena źle się czuła i zadzwoniła, że nie będzie jej w szkole. Wchodząc na lekcje postanowiłam, że nie będę mówić nikomu o tym czego byłam świadkiem wczoraj. Nie chcę, żeby znowu zaczęli się martwić i zadawać setki pytań. Idąc na moją pierwszą dziś lekcję spotkałam Stefana. Wyglądał na zmartwionego i spieszył się gdzieś.
- Hej, gdzie się tak spieszysz? – zapytałam stając mu na drodze.
- Witaj Caroline – powiedział – Wybacz ale nie mam teraz czasu rozmawiać. – przeprosił po czym udał się w stronę wyjścia.
Co się dzieje? Ostatnie tygodnie są naprawdę dziwaczne. Do Mystic Falls ciągle przybywają jacyś tajemniczy mężczyźni, ludzie zaczynają ginąć… zatrzymałam się przy tej myśli. Zaraz, zaraz czy to możliwe, że odpowiedzialny za to jest któryś z nowych? Szybko jednak porzuciłam tę myśl karcąc siebie w duchu za to, że w ogóle przyszło mi coś takiego do głowy. To na pewno tylko zbieg okoliczności. Resztę lekcji oczywiście siedziałam i wkoło analizowałam wydarzenia ostatnich dni. Kiedy zadzwonił dzwonek zerwałam się z krzesła i wyszłam, ciesząc się, że to już koniec lekcji na dzisiaj. Chciałam zajrzeć do Grilla i zobaczyć co u Matta, no i przy okazji zapytać go czy są już jakieś wiadomości na temat przedwczorajszego wypadku w łazience.
W Grillu spotkałam Damona, który siedział... z Klausem? Nie byłam pewna dopóki nie podeszłam
bliżej i nie spojrzałam po raz kolejny w ten onieśmielający wzrok, który spoczął na mnie, kiedy tylko podeszłam do ich stolika.
- Caroline, witaj skarbie – przywitał się Klaus
Skąd on zna moje imię? Przecież nie zdążyłam się przedstawić, czyżby Damon mu powiedział? Ale przecież to oznaczałoby, że rozmawiali o mnie... 
- Cześć – odparłam nieśmiało wbijając wzrok w stolik, nie byłam w stanie dłużej wytrzymać tego palącego spojrzenia.
- To wy się znacie? – zapytał Damon zaniepokojony
- Caroline wpadła na mnie w sklepie – odpowiedział Klaus i ponownie skierował spojrzenie na mnie.
- Ciekawe. Klaus jest tu tylko przejazdem – powiedział i spojrzał na niego uśmiechając się nieufnie.
- Właściwie to zaczyna mi się tu podobać, być może zostanę dłużej – odparł i spojrzał na mnie, a potem dodał – tymczasem wybaczcie ale muszę wracać do swoich interesów. Pożegnał się i odszedł.
Po wyjściu Klausa dosiadłam się do stolika Damona, próbując go trochę wypytać o nowo przybyłego, lecz jedyne co mi powiedział, to, to żebym trzymała się on niego z dala.
Kiedy wróciłam do domu, pognałam prosto na górę i wykończona poszłam spać.

Stefan
- Co to znaczy, że Caroline wpadła na niego w sklepie?! – zapytałem zdenerwowany.
- Wybacz braciszku, on wrócił i nie zamierza się z tym ukrywać – odpowiedział Damon
- Widziałeś co zrobił tym dwóm dziewczynom, jak myślisz co zrobi Caroline jeśli, będą tak na siebie wpadać?! – zacząłem na niego naskakiwać choć wiedziałem, że to nie jego wina.
- Rozmawiałem z nim dzisiaj i obawiam się, że nie odejdzie póki nie dostanie tego czego chce – oznajmił
- Nie dam mu tego czego chce
- W takim razie będziemy musieli się nim zająć, zanim dobierze się do twojej ślicznej Eleny – powiedział Damon, po czym wyszedł i zostałem sam ze swoimi zmartwieniami.
Wiedziałem, że siedząc i rozmyślając nic nie wskóram, więc udałem się pod dom Eleny by sprawdzić czy u niej wszystko w porządku. Oczywiście nie wchodziłem do środka, było na to za późno. Upewniwszy się, że Klausa tu nie było sprawdziłem jeszcze czy z Caroline wszystko w porządku. Kiedy wróciłem do domu dobiegły mnie odgłosy Damona i kogoś jeszcze. Wszedłem do salonu, a na kanapie siedział mój brat z Elijah, bratem Klausa.
- A on co tutaj robi?! – zwróciłem się do Damona
- Spokojnie, nie przyszedłem szukać kłopotów – odpowiedział Elijah po czym dodał – Jestem tu by powstrzymać Klausa przed tym co zamierza uczynić…

Witam was kochani w czwartym rozdziale mojego opowiadania. Mam nadzieję, że wam się spodoba i chętnie będziecie zostawiać komentarze :)

Rozdział 4

-Co Ty robisz? - spytałam zdziwiona, gdy zaczął powoli kierować swoje usta ku moim. Nie miałam
pojęcia co znaczą jego wcześniejsze słowa. Myślał, że jak powie że mnie pocałuje to się zgodzę. Logika mężczyzn jest po prostu katastroficzna. Mina Damona ukazywała widoczne zmieszanie.
-Przepraszam, to było niestosowne - odsunął się, subtelnie poprawiając swoją czarną skórzaną kurtkę.
-Masz rację - również zrobiłam krok do tyłu, tak dla bezpieczeństwa. Chciałam już iść do domu, ale z drugiej strony jego towarzystwo bardzo mi odpowiadało. To wszystko było takie zagmatwane. Owszem Damon jest pociągającym mężczyzną, ale nie wydaję mi się żeby był dobrą partią na coś poważniejszego. Na pierwszy rzut oka widać, że jest lekkoduchem. Z resztą jest jeszcze Stefan, zupełne przeciwieństwo.
-Halo, jesteś tam? - ocknęłam się, gdy ręką energicznie wymachiwał przed moją twarzą.
-Tak, przepraszam zamyśliłam się - zaczęłam szybko mrugać oczami, powracając do rzeczywistości.
-Chyba już pójdę - pokazałam kciukiem na drzwi.
-Tak, późno już. Mystic Falls wieczorami nie jest zbyt bezpieczne - uśmiechnął się, a w jego oczach pojawił się lekki błysk, co powodowało że ich kolor był intensywniejszy.
-Dobranoc - podeszłam do drzwi, gdy się odwróciłam on nadal tam stał, nie wiem po co. Przecież nic mi się nie stanie.
-Możesz już iść - zachichotałam spoglądając na niego.
-Chce być pewien, że dotrzesz cała i zdrowa - jego zachowanie było trochę dziwne, aczkolwiek bardzo urocze. Weszłam do domu, wcześniej jeszcze machając Damonowi na pożegnanie. Wzięłam głęboki oddech i udałam się wprost do mojego pokoju. Po szybkim prysznicu, usiadłam jak zawsze na parapecie z pamiętnikiem. Dziś nie mogłam się jakoś zebrać do napisania tam czegokolwiek, nie wiem czemu. Siedziałam wyglądając przez okno, miałam cichą nadzieję, że zobaczę tam któregoś z braci. Jednak, nadzieja matką głupich. Po godzinie postanowiłam pójść spać.

Biegnę, wiem że nie mogę się zatrzymać. W moich płucach zaczyna brakować powietrza, ale nogi
same gnają przed siebie. Mój strach sięga zenitu, nie wiem co się dzieję i właściwie dlaczego uciekam. Gwałtownie się zatrzymuje i ostrożnie odwracam za siebie. W oddali widzę dwie postacie one, one ze sobą walczą. Chce to przerwać, podchodzę bliżej jednak obraz jest strasznie zamazany. Chce podejść bliżej, ale nie mogę. Moje nogi zastygają w bezruchu. W pewnym momencie widzę jak cała bitwa ustaje, jedna z osób walczących leży na ziemi, a druga zwraca twarz w moją stronę. Zastygam z przerażenia.
-Katerina - krzyczy.
Otwieram oczy łapiąc łapczywie powietrze. Jestem cała zalana potem, a przerażenie nie mija. Nerwowo rozglądam się po pomieszczeniu, dookoła nie ma już lasu, a moja sypialnia. Do pokoju wbiega ciocia Jena.
-Elena słonko co się stało? - mówi troskliwym głosem, siada przy mnie i mocno obejmuje.
-Jesteś cała mokra.
-Miałam koszmar, to nic takiego.
Po trzydziestu może czterdziestu minutach ciotka Jena wychodzi, a ja znów zostaje sama. Ciągle w głowie mam ten sen. Był dziwny, a zarazem tak cholernie straszny. Najbardziej zastanawia mnie ostatnie słowo, które wyraźnie usłyszałam. Czemu usłyszałam Katerina? Kto to jest? Dlaczego te słowa były skierowane do mnie? Tak, wiem wiem w końcu to był tylko sen, ale tak strasznie realny. Nie zasnęłam już do rana, w sumie zbyt dużo czasu do niego nie zostało. Wstałam z łóżka nie mając ochoty już na nic. Jednak obowiązki wzywają muszę iść do szkoły, w końcu za tydzień jest bal maskowy. Stare suknie, przebrania, muzyka. Jestem przewodniczącą szkoły, muszę się tym zająć. Oczywiście do pomocy mam moje wierne przyjaciółki, ale sam pomysł udekorowania, jedzenia, picia zostaje w moich rękach. Wyszłam z domu, szłam nie obecna. Dziś było wyjątkowo chłodno, mroźny wiatr rozwiewał moje włosy, a na moich policzkach pojawiły się rumieńce.
-Rozchorujesz się - poczułam jak na moje ramiona opada coś ciepłego. Obróciłam się i zobaczyłam te miłą twarz, to był Stefan. Czule uśmiechał się do mnie, a ja po prostu nie potrafiłam nie

odwzajemnić, co przyczyniło się do natychmiastowego uniesienia się kącików moich ust. 
-Weź te kurtkę, zimno Ci będzie - chciałam oddać mu ubranie, ale natychmiastowo położył rękę na mojej i powstrzymał mnie. Przez moje ciało przeszedł delikatny dreszcz. Był spowodowany zapewne zimnem. Chociaż opcja, że to przez Stefana nie jest przeze mnie wykluczona.
-Nie, mi jest ciepło. A Tobie się przyda, jesteś lodowata - objął mnie, a ja w sumie sama nawet nie wiem dlaczego przylgnęłam do jego ramion. Od razu zrobiło mi się cieplej, czułam się taka bezpieczna. Na chwilę odsunęłam się od Stefana, aby spojrzeć w jego oczy. Było w nich coś dziwnego, chociaż może nie tyle dziwnego, a pociągającego. Były takie tajemnicze, a zarazem pełne troski. Miałam wrażenie, że zna mnie na wylot, i że z nieznanych powodów chce za wszelką cenę mnie bronić. Tylko przed czym?
-Zastanawiam się, dlaczego tak się mną opiekujesz? - zadałam te pytanie i szybo skarciłam się w myślach. To było niestosowne.
-Jesteś wyjątkowa Eleno, nie zniósłbym myśli, że ktoś mógłby Cię skrzywdzić - odgarnął niesforny kosmyk moich włosów, który opadał na moją twarz. Kciukiem zaczął gładzić mój zaróżowiały policzek. Trochę mnie to skrępowało, ale skutecznie to maskowałam. Jego twarz zaczęła zbliżać się do mojej. Gdy już prawie nasze usta złączyły się usłyszałam chrząknięcie. Natychmiast oderwałam się od Stefana i energicznie odwróciłam się.

-Przeszkadzam? - ten głos, znam go. Odwróciłam się gwałtownie i ujrzałam Damona.

sobota, 17 października 2015

Rozdział 3

Rano wstałam dużo wcześniej niż zazwyczaj. Energicznie podniosłam się z łózka i jak najszybciej pognałam do łazienki. Pierwszy raz przyszykowałam się w przeciągu 10 może 15 minut. Dziś musiałam być w szkole nieco wcześniej niż Care i Bon.  Na dole nie było jak zawsze cioci ze śniadaniem, uważam że wczoraj zabalowała więc teraz albo śpi, albo nawet nie wróciła. Na samą myśl Jenny z moim nauczycielem, aż mnie zemdliło. Wzięłam z krzesła torbę z książkami i wyszłam. Pod szkołą jeszcze nikogo nie było, a ja siedziałam osamotniona na placu czekając na Damona. Chciałam się za wszelką cenę dowiedzieć skąd zna Stefana, kim dla niego jest. Nie musiałam długo czekać, wręcz mogłabym rzec, że ściągnęłam go tutaj myślami. Podjechał jak zawsze swoim idealnie błyszczącym z czystości samochodem. Wysiadł ubrany na czarno, to chyba jego ulubiony kolor nigdy nie widziałam go w żywszych kolorach. Dobre sobie znam go od dwóch dni, a już stwierdzam, że zachowuje się jakoś dziwnie, taki pozbawiony chęci do życia. Wstałam i podeszłam do niego.
-Musimy sobie coś wyjaśnić, skąd znasz Stefana?  - nabrałam odwagi i tym razem powiedziałam bardzo wyraźnie.
-Hej też Cię miło widzieć - zmienił temat co tylko dodatkowo mnie zdenerwowało.
-Nie zgrywaj się, skąd go znasz ? - powtórzyłam lekko wkurzona.
-Masz rację dzisiejsza pogoda nie należy do najlepszych - co on w ogóle robi, myśli że gadką o pogodzie zbije mnie z tropu. -Powiedz ! - krzyknęłam co zdarza mi się na prawdę bardzo rzadko.
-Spokojnie księżniczko, cóż możemy o tym porozmawiać ale nie tutaj. Zapraszam na kolacje dziś, będę po Ciebie o 8 - rzucił od tak, nawet nie zapytał mnie o zdanie. Pocałował mnie w rękę i odszedł, a ja stałam zszokowana. Czy ja właśnie umówiłam się na kolację z kimś kogo kompletnie nie znam?




Dzisiejszy dzień w szkole minął mi błyskawicznie, oczywiście nie obył się on bez ciągłych pretensji Care, że nie poczekałam na nie i sama poszłam. Jednak teraz miałam ważniejsze problemy niż pretensje mojej blondyneczki. A mianowicie muszę się przygotować na kolację z mrocznym. Nie wiedziałam jak się ubrać, co będzie odpowiednią kreacją. Stałam przed szafą ciągle wykluczając ciuchy, których na pewno nie założę. W końcu postawiłam na coś zwykłego, przecież idziemy tylko coś zjeść, a ja w sumie idę się czegoś tylko dowiedzieć. Założyłam czarne jeansy, śliwkowy top i czarną marynarkę. Włosy lekko pofalowałam, a na rzęsy nałożyłam tusz. Przejechałam jeszcze po ustach błyszczykiem, wyglądałam zjawiskowo a zarazem elegancko. Po chwili zadzwonił dzwonek, wzięłam głęboki wdech i poszłam otworzyć. W drzwiach stał Damon ubrany jak zawsze na czarno.
-Panno Gilbert, wygląda Pani zjawiskowo - jego słowa spowodowały, że moje serce podskoczyło do góry i zrobiło koziołka, wzięłam głęboki wdech i wyszłam z domu. Stałam na przeciwko niego, lekko się uśmiechnął czym nieco mnie zawstydził. Teraz również na moje usta wkradł się uśmiech, odwróciłam głowę, aby go nie widział. Jednak on dotknął mojego policzka ręką powodując, że patrzyłam mu prosto w oczy.
-Masz piękny uśmiech, nie ukrywaj go.
-Dziękuje, ale darujmy sobie uprzejmości. Może przejdziemy do rzeczy - moja ciekawość sięgała zenitu, teraz chciałam się dowiedzieć skąd zna Stefana.
-Nie teraz, nie jesteśmy jeszcze na kolacji. Co będzie jakbyś mi uciekła, a tak to zatrzymam Cię przy sobie - uśmiechnął się i wziął mnie pod rękę. Kawałek dalej zaparkował swojego mercedesa, jak na dżentelmena przystało otworzył mi drzwi, a ja wsiadłam. Jechaliśmy w totalnej ciszy, każde z nas było pogrążone we własnych przemyśleniach. Nie wiem nawet kiedy, a siedziałam już w barze, w sumie to nawet nie wiem gdzie dokładnie on był. Jestem tylko pewna, że nie byłam tutaj nigdy wcześniej. Zamówiliśmy coś do jedzenia i picia, kelner po niedługiej chwili przyniósł nam zamówienia. Patrzyłam w talerz grzebiąc w nim, tak strasznie wyczekiwałam tego jak mi powie w końcu skąd zna Stefana.
-Teraz mi powiesz ? - spytałam nie spuszczając wzroku z naczynia.
-Cóż wydaję mi się, że nie uciekniesz mi...prawda ? - dotknął mojej ręki, automatycznie podniosłam wzrok i napotkałam się na jego lazurowe oczy. Były tak pociągające, że mogłabym patrzeć w nie bez końca. Kiwnęłam głową w geście potwierdzenia. Przez chwilę myślałam, że może jest jakimś seryjnym zabójcą, a Stefan to jego wspólnik czy coś w ten deseń.
-No więc Eleno, Stefan.....to mój brat - wydusił z wielkim trudem. Cieszę się, że nic nie jadłam i nie piłam bo jestem pewna, że zachłysnęłabym się.
-Bbbrat? - wyjąkałam ze zdziwienia. Cóż mogłabym o nich powiedzieć wszystko, ale na pewno nie to że są rodzeństwem. Ich tyle różni, a tu niby są spokrewnieni?
-Wiem, że to dziwne ale taka prawda.
-Dobrze, mam jeszcze jedno pytanie - nabrałam powietrza w płuca, miałam go coraz mniej, a przynajmniej takie miałam wrażenie. Patrzył na mnie wyczekując, aż zapytam.
-Co robiliście u mnie pod domem ?
-Stefan jak mniemam Cię odprowadzał, a Ty mnie tak zaintrygowałaś że chciałem wiedzieć gdzie mieszkasz - cóż jego wyjaśnienie wydawało się całkiem sensowne, ale zaraz czy on powiedział, że ja go intryguje? W moim brzuchu zaczęła się rewolucja, czułam się jakby tysiące motyli latało w moim wnętrzu. Reszta kolacji minęła nam na prawdę w sympatycznej atmosferze, dowiedziałam się nieco o Damonie, a on o mnie. Wydawał się być miły, cóż może to prawda że nie powinno się oceniać książki po okładce. Czas leciał nam tak szybko, że nie zorientowałam się kiedy a staliśmy u mnie na ganku.
-Ja już chyba pójdę, dziękuje za miły czas - uśmiechnęłam się, chciałam wejść do domu, gdy poczułam jak ktoś łapie mnie za rękę. Odwróciłam się, a Damon spojrzał mi głęboko w oczy i powiedział.
-Pocałuję Cię teraz, będzie miło, a później o wszystkim zapomnisz.



Witam was z nowym rozdziałem. Na wstępie przepraszam za tak długą nie obecność, jednak już wracam. Od następnego tygodnia rozdziały będą pojawiały się już regularnie bez żadnych opóźnień. Zachęcam do komentowania, bo każdy ślad tutaj daje wielką motywację do dalszego pisania ;)