niedziela, 6 września 2015

Rozdział 3

Gwałtownie wstałam z łóżka, serce biło mi jak oszalałe, kiedy powoli podchodziłam w stronę okna. Ostrożnie odsłoniłam zasłonkę i dyskretnie wyjrzałam. Na zewnątrz stał Tyler, który miał zamiar rzucić kolejny raz kamykiem w okno. A więc to on, odetchnęłam z ulgą, po czym otworzyłam okno i zapytałam
- Tyler wystraszyłeś mnie na śmierć, co ty tutaj robisz o tej porze?
- Wybacz mi, nie chciałem cię przestraszyć. Możemy pogadać? – zapytał
- Ok, wejdź tylnymi drzwiami, tylko po cichu, żeby mama Cię nie usłyszała – odparłam po czym rzuciłam mu przez okno klucze od domu.
Chwilę później stanął w moich drzwiach z zaniepokojoną miną
- Musimy porozmawiać Caroline – powiedział, po czym podszedł, usiadł koło mnie i złapał mnie za rękę –Wiesz jak bardzo Cię kocham? – zapytał
- Tyler co się z Tobą działo, przez cały wieczór próbowałam się do Ciebie dodzwonić, gdzie się podziewałeś? – zapytałam sfrustrowana
- Właśnie o tym chciałem porozmawiać – spojrzał mi głęboko w oczy, po czym nabrał głęboko powietrza i powiedział – Nie możemy się już spotykać
- O czym Ty mówisz? – przez chwilę nie docierało do mnie w ogóle to co do mnie powiedział – przychodzisz tutaj w środku nocy mówisz mi jak bardzo mnie kochasz, a po chwili ze mną zrywasz? – zdruzgotana zasypywałam go pytaniami
- Car ostatnio w moim życiu wiele się dzieje, nie mogę Ci teraz wytłumaczyć zbyt wiele ale wiedz, że to nie ma żadnego związku z Tobą
- Skoro tak, to czemu nie powiesz mi co się dzieje? – byłam coraz bardziej załamana, a jego tajemniczość do tego zaczynała mnie denerwować
- Tak jak mówiłem, nie mogę teraz Ci tego wyjaśnić, proszę wybacz mi – przyłożył sobie moją rękę do ust po czym złożył na niej delikatny pocałunek – Cokolwiek miałoby się teraz wydarzyć wiedz, że Cię kocham i nic tego nie zmieni
- Co miałoby się wydarzyć? Tyler czego mi nie mówisz? – wiedziałam, że nie odpowie, ale musiałam wyrzucić wreszcie z siebie te wszystkie pytania, które chciałam zadać mu już od tak dawna.
Nagle wstał z łóżka po czym czule pocałował mnie w czoło i wyszeptał – Kocham Cię i obiecuję, że
pewnego dnia zrozumiesz dlaczego musiałem to zrobić
Byłam tak zdruzgotana, że nawet nie zauważyłam kiedy wyszedł, gorące łzy wylewały się z moich oczu, a serce bolało mnie tak bardzo, że nie mogłam wytrzymać. Położyłam się i przytuliłam mojego pluszowego misia, w którego wypłakiwałam oczy przez resztę nocy.
Rano nie miałam ochoty wstawać z łóżka, myślałam tylko o Tylerze i o tym co stało się w nocy. Jak on mógł zrobić mi coś takiego? Odszedł bez słowa wyjaśnienia i choć zapewniał, że mnie kocha, to świadomość tego nie poprawiała mi w żaden sposób nastroju. Długo jeszcze tak leżałam i myślałam nad tym wszystkim, kiedy ktoś zapukał do drzwi
- Caroline, jesteś tam? To ja Elena
Nie miałam kompletnie ochoty na wizyty przyjaciółek, zwłaszcza kiedy byłam w takim stanie. Otarłam oczy poprawiłam włosy i zaprosiłam ją do środka
- Cześć Car, dzwoniłam do Ciebie chyba 4 razy, czemu nie odbierałaś? – zapytała po czym usiadła na łóżko i badawczo mi się przyglądała
- Nie miałam ochoty z nikim gadać, właściwie to nadal nie mam – odparłam i spuściłam głowę w dół,
czując jak kolejne łzy cisną mi się do oczu
- Skarbie co się stało? Dlaczego płaczesz? – zapytała zatroskana i położyła mi rękę na ramieniu
- Tyler ze mną zerwał – wyrzuciłam z siebie wraz z kolejnym potokiem łez
- Jak to, co się stało?
- Powiedział tylko tyle, że nie może mi tego teraz wyjaśnić, ale że to nie moja wina, a on dalej mnie kocha – zaszlochałam po czym wytarłam oczy w rękaw
- A to dupek, jak on mógł Cię tak potraktować? Co on sobie w ogóle myśli, niech ja go spotkam
- Przestań, to w niczym nie pomoże, muszę pogodzić się z tym, że to koniec – oznajmiłam, po czym przytuliłam się do Eleny i kontynuowałam swój płacz
Po południu, kiedy poczułam się odrobinę lepiej postanowiłam udać się z Eleną do Grilla. Pracuje tam jej były chłopak Matt, zawsze go lubiłam, jest taki miły i zawsze potrafi poprawić człowiekowi humor.
Kiedy już dotarłyśmy na miejsce okazało się, że Stefan ze swoim tajemniczym bratem również spędzają tu popołudnie. Stefan pomachał do nas, a Damon tylko rzucił jeden z tych swoich
seksownych uśmieszków, po czym uniósł szklankę whisky i skinął głową. Podeszłyśmy z Eleną do baru i zamówiłyśmy drinki, chwilę później dosiadł się do nas Stefan
- A gdzie Twój brat? – zapytała Elena
- Zmył się, miał jakąś ważną sprawę – odparł i uśmiechnął się przyjaźnie – Caroline dobrze się czujesz? – zapytał i spojrzał na mnie z zatroskaną miną
- Miałam ciężką noc, ale nie ważne – odpowiedziałam i przeprosiłam ich na chwilę
Udałam się do łazienki by poprawić makijaż, ewidentnie nie łatwo jest ukryć napuchnięte oczy. Kiedy tak stałam i nakładałam puder usłyszałam czyjeś jęki w jednej z kabin
- Ktoś tu jest? Halo – zapytałam i zaczęłam nasłuchiwać, z której kabiny dochodzi ten hałas
Drzwi były lekko uchylone, więc ostrożnie je odsunęłam i moim oczom ukazała się zakrwawiona
dziewczyna siedząca na podłodze. Zaciskała ręką ranę na szyi, a ja osłupiała stałam patrząc na nią i nie wiedząc co robić. Kiedy już ocknęłam się z szoku szybko wystukałam numer pogotowia. Zdjęłam swoją koszulę i przycisnęłam do obficie krwawiącej rany, dziewczyna ledwie oddychała,a ja coraz bardziej panikowałam.
- Co ci się stało? – zapytałam trzęsąc się z przerażenia, nigdy wcześniej nie widziałam tyle krwi, dosłownie odchodziłam od zmysłów
- On… u-ugryzł m-mnie – wyszeptała ledwie konająca nastolatka
- Ugryzł? Jak to, kto, chodzi ci o jakieś zwierzę? – zdenerwowana obrzucałam ją pytaniami, choć wiedziałam, że nie doczekam się odpowiedzi, chwilę później przestała już wydawać z siebie jakiekolwiek dźwięki. Byłam przerażona, jedyne co mogłam zrobić to krzyczeć i to głośno. Usłyszał mnie chyba cały lokal bo chwilę później zjawiło się mnóstwo osób, a wraz z nimi sanitariusze biegnący z noszami.
Gdy już było po wszystkim usiadłam przy jednym ze stolików, a Matt podał mi gorącą herbatę. Elena i Stefan przysiedli się koło mnie i zatroskani zaczęli wypytywać czy nic mi nie jest.
- Powiedziała, że ją ugryzł – oznajmiłam i spojrzałam im w oczy
- Jak to ugryzł, kto? – zapytała zaniepokojona Elena
- Nie wiem, tylko tyle zdołała powiedzieć, zanim… - nie potrafiłam tego wypowiedzieć, wiedziałam, że w momencie kiedy pogotowie dotarło, dziewczyna już nie oddychała, nic nie można było zrobić. Zaczęłam na nowo płakać wykończona wydarzeniami dzisiejszego dnia.
Stefan zaproponował, że odwiezie mnie do domu, więc się zgodziłam. Elena protestowała, że zostanie ze mną dzisiaj, a ja się zgodziłam, po tym co się zdarzyło nie chciałam być sama ani przez chwilę. Kiedy dotarłyśmy na miejsce, usiadłyśmy na ganku, musiałam chwilę odetchnąć po
strasznych wydarzeniach dzisiejszego dnia. Porozmawiałam jeszcze trochę z Eleną, a właściwie to wypłakiwałam jej się jeszcze przez chwilę, a ona mnie pocieszała. Kiedy zrobiło się chłodno postanowiłyśmy wejść do środka. W domu nikogo nie było, mama pewnie pojechała na miejsce zbrodni zbadać sprawę. Czy to była zbrodnia? Zaczęłam się nad tym poważnie zastanawiać, wszystko na to wskazywało, ale nie chciałam przyjąć tego do wiadomości.
- Chodź położymy cię do łóżka – oznajmiła Elena, po czym wzięła mnie pod rękę i zaprowadziła do sypialni.

Stefan
Kiedy już odwiozłem Elenę i Caroline udałem się prosto do domu. To na pewno jego sprawka, wiedziałem że nie przyjechał z dobrymi zamiarami. Damon zawsze był żądny krwi, cierpienie innych go bawiło, ale dlaczego zawsze musiał zabijać, dlaczego nie znał umiaru? Pogrążony w obmyślaniach mało nie potrąciłem jakiegoś gościa, pojawił się na drodze znikąd. Zatrzymałem się, po czym uchyliłem szybę i zapytałem czy jest cały. Zamiast odpowiedzieć spojrzał w moją stronę, jako że był zakapturzony dojrzałem tylko zarys jego uśmiechu, chwilę później już go nie było. Gdy wreszcie dojechałem, pospiesznie wysiadłem z auta i wbiegłem do domu. Damon siedział na kanapie i jak zawsze pił whisky.
- Co ty zrobiłeś do cholery? Przyjechałeś tutaj za mną, żeby terroryzować miasto? – zacząłem wrzeszczeć
- O co ci chodzi braciszku? Czyżby wiewiórki ci już nie służyły? Mówiłem już dawno, żebyś przerzucił się na normalną dietę – zapytał po czym na jego twarzy wykwitł kpiący uśmieszek
- Nie udawaj, że nie wiesz, to ty zabiłeś tą młodą dziewczynę w Grillu
- O czym ty mówisz, nie zabiłem nikogo, przecież siedziałem tam z tobą, a kiedy weszła ta twoja ślicznotka z Caroline ulotniłem się – odpowiedział patrząc na mnie ze zdziwieniem
- Jeśli nie Ty to kto to zrobił?
Witajcie panowie, kope lat – powiedział ktoś nagle
Kiedy odwróciłem się w jego stronę zamarłem z przerażenia

- Klaus…


Witam was serdecznie w 3 już rozdziale mojego opowiadania. Mam nadzieję, że wam się spodoba i będziecie chętnie zaglądać tu częściej :)

3 komentarze: