niedziela, 30 sierpnia 2015

Rozdział 2

-Cześć - wybełkotałam ledwo słyszalnie, jego ton był taki oficjalny i zimny.
-Damon miło mi - wyciągnął rękę w geście przywitania, podałam mu swoją a on lekko musnął ją ustami. Moje ciało w tym momencie przeszył lekki, chłodny dreszcz.
-Elena - w ustach miałam niesamowicie sucho przez co ciężko było mi mówić.
-Elena idziemy, przepraszam - krzyknęła Car odrywają mnie od Damona, w tym momencie nasze jeszcze splecione ręce się odłączyły. Szłyśmy korytarzem w stronę stołówki, chwilę później odwróciłam się żeby jeszcze raz go zobaczyć, jednak jego już  tam nie było. Dla mnie było to nie logiczne, nie jest możliwe żeby ktoś tak szybko zniknął z miejsca, w którym przed chwilą się znajdował. Jednak nie chciałam o tym za dużo myśleć, on i tak od wczoraj zajmuję prawie każdą moją myśl.
-Jest słodki -  Caroline jak zawsze zachwycała się chłopakiem, chyba nie muszę wspominać którym. Jadłyśmy lunch i rozmawiałyśmy o nim.
-Dla mnie jest dziwny - odezwałam się biorąc jednocześnie frytka.

-Ty i te twoje wieczne podejrzenia, to jest mega ciacho...a Ty mogłabyś nie szukać w ludziach zawsze drugiego dna - jaka ona podekscytowana, fakt jest bardzo przystojny no ale nie przesadzajmy. U nas w szkole jest wielu przystojnych chłopców np Matt czy Tyler.
-Skończmy jego temat, może pójdźmy dziś do baru? Pogramy w bilarda, trochę się rozerwiemy - Bon jak zawsze kończy nasze sprzeczki, które są na porządku dziennym. Z Car mamy podobne charaktery przez co często dochodzi do drobnych spięć.
-Jestem za.
-Ja też - reszta szkolnego dnia minęła w pokojowej atmosferze, co jakiś czas zerkałam na nowego, oczywiście tak często jak jak na niego patrzyłam tak często beształam się za to w myślach. Po szkole wróciłam do domu, ale nie na długo. Zjadłam obiad, przebrałam się i wyszłam. Nikogo nie było, co jest dosyć dziwne. W domu powinna być ciocia Jena, albo chociaż Jeremy a tu pustka. Poszłam do baru, w którym już były Car i Bon.
-Co powiecie na partyjkę bilarda ? - zaproponowałam, a po chwili już grałyśmy. Jedna tura, druga, trzecia. Po tak intensywnej grze zachciało nam się pić.
-Ja przyniosę - odwiesiłam kij i podeszłam do baru, za którym stał mój dobry przyjaciel Matt.
-Matty 3 razy sok - usiadłam czekając na zamówienie, nie wiem nawet kiedy a po mojej prawej stronie siedział...Damon? Tak to był on, w ręku trzymał kieliszek z jakimś trunkiem.
-I znów się spotykamy - mówił patrząc się przed siebie. Nie odezwałam się, ale mój oddech przyspieszył.
-Nie bój się mnie, nie gryzę - po jego słowach głośno przełknęłam ślinę, może to dziwne ale w głosie miał coś dziwnego, ja....ja miałam wrażenie że on na prawdę chciałby mnie ugryźć. Może i to paranoiczne, ale nie moja wina że właśnie takie mam uczucia. Po wypowiedzianych słowach przychylił trzymane w ręku szkło i wypił do dna zawartość. Widać, że był w tym całkiem niezły nawet się nie skrzywił, nic żadnej reakcji.
-Nie boję się, a na pewno nie Ciebie- wyjąkałam ledwo co słyszalnie.
-Jesteś urocza - jego ton głosu, cóż nie mogę o nim zbyt wiele powiedzieć. Był tajemniczy i taki chłodno-
mroczny.
-Proszę - Matt przyniósł mi moje zamówienie już miałam odchodzić, gdy usłyszałam za sobą jego głos.
-Może kiedyś razem pójdziemy na coś mocniejszego niż soczek? - zawahałam się odpowiedzieć czy nie, jednak finalnie udałam się do dziewczyn bez słowa. Przez całą te sytuację posiedziałam z nimi jeszcze tylko chwilę, nie miałam ochoty dłużej tam zostawać i patrzeć na niego, czuć na sobie co chwila jego wzrok. To takie krępujące. Przewróciłam odruchowo oczami i kogo ujrzałam po drugiej stronie baru? Moją ukochaną
ciocię, która popija drinki z moim nauczycielem. Aż się we mnie zagotowało, nie jestem typem osoby który od razu idzie i robi scenę na pół baru, dlatego też postanowiłam kulturalnie wrócić do domu, a tam dać jej repremendę od razu jak wróci.
-Wiecie co ja już się będę zbierać - powiedziałam cicho, próbując ukryć swoją frustracje.
-Coś się stało ?
-Głowa mnie boli, nie mam ochoty już tu siedzieć. Z resztą jutro rano idziemy do szkoły - moja wymówka jak zawsze skuteczna.
-Panno Gilbert jutro jest wtorek, to logiczne że idziemy do szkoły - Caroline zamrugała oczami, lekko pukając się palcem w czoło. Chciała przez to pokazać jakie to było oczywiste. Po nie długiej chwili pożegnałam się z dziewczynami, zarzuciłam na ramiona sweter. Było dosyć chłodno, przez co nijak nie szło iść w samej bokserce. Dziś było na dworze jakoś tak inaczej, nieswojo. Miałam wrażenie, że ktoś za mną idzie. Gwałtownie się odwróciłam, jednak nikogo nie było. Znów skarciłam się w myślach, przez te moje chore urojenia kiedyś zwariuje. Odwróciłam głowę i lekko odbiłam się od kogoś klatki piersiowej. Upadłam z hukiem na ziemie, jednak szybciej niż upadłam podniosłam się. Otrzepałam spodnie i sweter, spojrzałam na winowajce mojego wypadku.
-Mógłbyś uważać następnym razem - potarłam bolące od upadku ręce. Ten chłopak, nie widziałam go tutaj wcześniej. Od kiedy w Mystic Falls pojawia się tyle nieznajomych twarzy. Był wyższy ode mnie, miał kwadratową szczękę, włosy koloru chyba ciemnego blondu, jednak nie jestem pewna jakby nie patrzeć jest ciemno. Największą moją uwagę zwróciły jego połyskujące w blasku księżyca oczy. Było w nich coś pociągającego, tak jak w oczach Damona.
-Przepraszam, na prawdę nie chciałem. Jestem Stefan - podał mi rękę, a ja bez zawahania dałam mu swoją.


-Elena, przepraszam za ten wybuch...ciężki dzień - westchnęłam.
-Nie ma za co, to tylko i wyłącznie moja wina. Może w ramach zadośćuczynienia odprowadzę Cię do domu? To niezbyt bezpieczna okolica dla tak atrakcyjnej damy - matko jaki on miły i taki bystry, po prostu inny od wszystkich. Oczarował mnie swoim wdziękiem, jest trochę staroświecki ale uroczy.
-Chętnie - szliśmy ciągle rozmawiając. Wymienialiśmy między sobą zdania na różne tematy, nasze poglądy były dosyć podobne. Bardzo dobrze mi się z nim konwersowało, jednak wszystko co dobre szybko się kończy. Po nie długiej chwili staliśmy pod drzwiami mojego domu, wtedy zapanowała jakaś niezręczna cisza.
-To ja już chyba... - wskazałam na drzwi co miało oznaczać, że już będę się zbierać do domu.
-Tak masz rację późno już - podszedł do mnie, byl bardzo blisko. Moje tętno niespodziewanie szybko przyspieszyło. Zbliżył swoją twarz do mojej i złożył delikatny pocałunek na moim policzku. Jego miękkie usta ogrzały nieco mój zmarznięty policzek. Gdy się odsunął, moją twarz oblał mały rumieniec, uśmiechnęłam się i weszłam do domu. Czułam się świetnie, w domu był już Jeremy, słyszałam jak gra na konsoli. Miałam tak dobry humor, że o dziwo do niego dołączyłam. Koło 22 wykąpałam się i przebrałam. Usiadłam jak zawsze na parapecie, zapisując notki w moim pamiętniku. Wyjrzałam przez okno i znów ujrzałam tego mężczyznę, tym razem nie był sam. Dyskretnie spoglądałam na nich, aby nie zorientowali się, że zerkam. Teraz już wiem kto to jest, w mojej głowie krąży teraz jedno pytanie co Damon robi w towarzystwie Stefana ?


Witam was już w drugim rozdziale, mam nadzieję że podoba wam się nowy rozdział. Jak na razie mało co się dzieję, ale jak wiadomo musi się rozkręcić Kolejny za tydzień, dziękuje wam za komentarze, na prawdę nie spodziewałam się, że będzie ich aż tyle. Kolejny rozdział w kolejny weekend :) 

Rozdział 2

Dzisiejszy dzień był wykańczający. Razem z Bonnie skończyłyśmy przygotowania do imprezy urodzinowej Eleny, która odbędzie się już jutro. Cały dzień siedziałyśmy w szkole i dekorowałyśmy salę. Udało mi się porozmawiać z Eleną na temat nowego, co dosyć rzadko się zdarza, ponieważ Elena jest zazwyczaj skryta. Na razie twierdzi, że jest miły i szarmancki i tyle, ale ja wiem, że już od ich pierwszego spotkania wpadł jej w oko. Jak zwykle zostałam wyrwana z moich głębokich rozmyślań przez Tylera, który właśnie po mnie przyjechał. 

- Witaj kochanie – przywitał się – mam dla Ciebie niespodziankę – oznajmił, po czym wyjął nieduże czarne pudełko z kieszeni – To dla Ciebie – powiedział po czym je otworzył i moim oczom ukazała się piękna srebrna bransoletka.
-Tyler, nie wiem co powiedzieć, jest piękna – zdążyłam wyjąkać, kiedy on już zapinał mi ją na ręce.
Przyglądałam jej się przez chwilę, po czym
zarzuciłam mu ręce na szyję i zaczęłam obsypywać go pocałunkami.
-Brakowało mi Ciebie Caroline – powiedział po czym pocałował mnie raz jeszcze i przytulił – Przepraszam, że ostatnio Cię zaniedbywałem, ale mam ostatnio dużo rzeczy na głowie
W tej chwili nie rozmyślałam już nad tym, że ostatnio był jakiś niedostępny, cieszyłam się chwilą – Kocham Cię – powiedziałam patrząc mu głęboko w oczy.
- Ja Ciebie też Car, nawet nie wiesz jak bardzo – odparł po czym posadził mnie sobie na kolanach i zaczął obsypywać pocałunkami po szyi i dekolcie.
- Mmm Tyler – westchnęłam i wsunęłam mu ręce pod koszulkę, on natomiast zaczął wsuwać swoje pod moją sukienkę i trzask, w tej chwili drzwi od mojego pokoju się otworzyły, a ja aż podskoczyłam z przerażenia.
- Co tutaj się dzieje?!
- Nic mamo, my tylko… - próbowałam się jakoś wytłumaczyć lecz wiedziałam, że to na nic. Czy może być coś gorszego od przyłapania przez własną matkę na pieszczotach ze swoim chłopakiem?
- Tyler myślę, że powinieneś już iść – zmierzyła go groźnym spojrzeniem po czym wskazała na drzwi
- Tak jest Pani Forbes, przepraszam, to się więcej nie powtórzy – odpowiedział speszony, po czym wstał poprawił koszulkę, puścił do mnie oczko i już go nie było.
Ja oczywiście miałam później wielki wykład na temat wieczornych wizyt Tylera, ale jakoś z tego wybrnęłam. Byłam już tak zmęczona, że zatrzasnęłam za sobą drzwi i opadłam bezwładnie na łóżko.
Rano zadzwoniła Bonnie, oznajmiając że przyjedzie po mnie za 20 minut. Pospiesznie spakowałam swój strój na bal maskowy oraz prezent dla Eleny i pognałam przed dom. Bonnie już czekała z wielkim uśmiechem na twarzy.
- Z czego się tak cieszysz? – zapytałam zaciekawiona
- Nie mogę się już doczekać miny Eleny, kiedy zobaczy co dla niej przygotowałyśmy
- Myślisz, że jej się spodoba?
- No jasne, będzie zachwycona, zwłaszcza kiedy zobaczy Stefana
- Żeby tylko nie pomyślała, że próbujemy ją swatać na siłę – odpowiedziałam zmieszana
- Nie pomyśli, spokojnie wszystko pójdzie po naszej myśli – odparła po czym zapaliła silnik i ruszyła w stronę domu Eleny
Kiedy dotarłyśmy na miejsce pospiesznie zabrałyśmy wszystkie swoje rzeczy i poszłyśmy się przygotować.
Elena oczywiście wyglądała oszałamiająco, miała na sobie obcisłą czarną sukienkę aż do ziemi, a do tego wielki srebrny naszyjnik na szyi. Bonnie była ubrana w zieloną rozkloszowaną sukienkę, ja natomiast w krótką
czerwoną kreację.
-Muszę przyznać dziewczyny, że wyglądamy wręcz olśniewająco – oznajmiła Bonnie, po czym tanecznym krokiem podeszła do nas, złapała za ręce i wszystkie trzy ruszyłyśmy na wielkie tegoroczne wydarzenie (niespodziankę).
Gdy dotarłyśmy na miejsce, było już pełno ludzi. Spojrzałam na Elenę po czym pchnęłam ją w środek tłumu, który nagle się rozstąpił, a naszym oczom ukazał się wielki tort z napisem Szczęśliwych 18-stych urodzin Elena. Do tego z boku stało dwóch mężczyzn, którzy umiejętnie żonglowali sztucznymi ogniami. Nagle wszyscy odeszli krok w tył zostawiając Elenę w samym
środku spektaklu i zaczęli śpiewać sto lat.
Szok malował się na jej twarzy, widać było, że tego się nie spodziewała. Razem z Bonnie uśmiechnęłyśmy się do siebie, kiedy ujrzałyśmy zbliżającego się Stefana. Był ubrany w czarny garnitur, wyglądał wręcz nieziemsko. Podszedł do Eleny po czym ukłonił się i wysunął rękę w jej stronę prosząc ją do tańca.
Kiedy wiedziałam, że moja robota tutaj jest już skończona podeszłam do stolika z poczęstunkiem i zaczęłam doglądać Tylera, niestety nigdzie go nie widziałam. Stojąc tak i wpatrując się w tłum zamaskowanych ludzi zauważyłam nieznajomego wpatrującego się intensywnie w Elenę i Stefana. Nie wiem kto to był ale zdecydowanie różnił się od całego tłumu. Ubrany był cały na czarno, jego oczy były intensywnie niebieskie, nawet z tej odległości nie dało się ich nie
zauważyć. Nagle na jego twarzy wykwitł tajemniczy uśmiech, powiodłam za jego wzrokiem i zauważyłam minę Stefana. Był zszokowany i jakby przerażony, przestał tańczyć z Eleną, i za chwilę już go nie było. Ten drugi tajemniczy mężczyzna też zniknął w mgnieniu oka. Zaczęłam się zastanawiać nad tym co tu się właśnie wydarzyło, czy to możliwe, żeby ktoś pojawił się i zniknął tak szybko? Zdezorientowana podeszłam do Eleny i zapytałam
- Co się właśnie stało?
- Nie wiem, tańczyliśmy, było miło, kiedy Stefan nagle cały zesztywniał przeprosił mnie i pospiesznie odszedł – odpowiedziała zasmucona. – Myślisz, że to przeze mnie, zrobiłam coś nie tak? – zapytała z paniką w głosie
- Oczywiście, że nie Eleno, spróbuj się uspokoić, na pewno wróci – No cóż, co do tego pewności nie miałam, ale nie chciałam martwić Eleny. Zabrałam ją ze sobą, poszłyśmy do Bonnie i zaczęłyśmy tańczyć.
- Widziałaś gdzieś Tylera? – wykrzyknęłam w stronę Bonnie, usiłując przekrzyczeć głośną muzykę.
- Nie zauważyłam go nigdzie, może jeszcze nie dotarł… - odparła po czym została porwana do tańca przez jakiegoś chłopaka w niebieskim garniturze.
Zabawa trwała w najlepsze, a po Tylerze nie było ani śladu, zaczęłam się już zamartwiać, że mogło mu się coś stać. Wyszłam przed szkołę, kiedy usłyszałam czyjeś krzyki
- Damon co Ty tu do cholery robisz?! – wykrzykiwał wściekły Stefan
- Tak witasz swojego ukochanego braciszka? Daj spokój, wiem że za mną tęskniłeś – nieznajomy
uśmiechnął się po czym przeniósł wzrok na mnie. – Nie ładnie podsłuchiwać, moja droga – oznajmił rozbawiony
Stefan również skierował wzrok ku mnie, aż mi zmiękły nogi, nie wiedziałam co odpowiedzieć, więc przeprosiłam i uciekłam. Co to było do cholery? Zaczęłam się zastanawiać nad całą tą sytuacją. Nie wiedziałam, że Stefan ma brata, chociaż skąd mogłam wiedzieć, dopiero co go poznałam. Usiadłam na ławce przed szkołą i zaczęłam się zastanawiać nad dzisiejszym wieczorem. Za sobą usłyszałam czyjeś kroki, odwróciłam się i zobaczyłam Stefana.
- Wybacz, że musiałaś być świadkiem tej sytuacji – powiedział po czym usiadł obok mnie
- Nie musisz przepraszać, to ja powinnam za to, że podsłuchiwałam. A swoją drogą to nie wiedziałam, że masz brata – napomknęłam, mając nadzieję, że powie coś więcej
- Tak, ale nie żyjemy w najlepszych stosunkach ze sobą, jak zresztą zauważyłaś – odparł
- No cóż, nie dało się nie zauważyć. Powinieneś porozmawiać z Eleną – zmieniłam szybko temat, widząc, że on nie chce o tym rozmawiać
- Tak, wiem, właśnie zmierzałem do szkoły, ale skoro Cię spotkałem po drodze, to stwierdziłem, że wyjaśnię Ci tą sytuację, której byłaś świadkiem
- Może oboje powinniśmy wrócić… - zasugerowałam, po czym wstaliśmy i udaliśmy się z powrotem na imprezę.
Kiedy weszliśmy do środka zauważyłam Elenę tańczącą z jej byłbym chłopakiem Mattem, Stefan
najwyraźniej też to zauważył, bo wpatrywał się w nich intensywnie.
- Elena najwyraźniej świetnie się bawi – powiedział wciąż badawczo przyglądając się tańczącej parze
- Może pójdziesz tam i odbierzesz swój taniec? –
zasugerowałam, a kiedy spojrzałam w jego stronę, on uśmiechnął się zadziornie i ruszył w stronę solenizantki
Mina Matta była bezcenna, kiedy musiał ustąpić Stefanowi, który mierzył go wzrokiem od stóp do głów, zaraz potem porwał Elenę w wir tłumu. Ja natomiast byłam już wykończona, więc postanowiłam, że pojadę do domu, a w sumie to przejdę się, ponieważ Bonnie jest zbyt zajęta swoim nowym amantem, żeby mnie odwieźć. Wyszłam na zewnątrz wyjęłam telefon i postanowiłam zadzwonić do Tylera. Niestety odezwała się poczta głosowa
- Tyler, dlaczego nie dotarłeś na bal? Czy coś się stało? Odezwij się jak najszybciej, martwię się – nagrałam mu się po czym schowałam telefon do torebki. Idąc tak samotnie ulicą miałam nieodparte wrażenie, że ktoś mnie śledzi, stanęłam na chwilę i zaczęłam się rozglądać, lecz nie dostrzegłam niczego niepokojącego, ruszyłam więc dalej.
- Co taka ślicznotka robi sama w środku nocy i to w takim stroju? – odezwał się głos za mną
Myślałam, że serce wyskoczy mi z klatki piersiowej, pospiesznie się odwróciłam i zobaczyłam tajemniczego mężczyznę z balu, brata Stefana.
- Wybacz moje maniery, nie chciałem Cię wystraszyć, jestem Damon, brat Stefana jak już zapewne wiesz – powiedział po czym ukłonił się i pocałował mnie w rękę
To dziwne, on i jego brat mają takie dobre maniery, skąd oni się wzięli?
- Tak wiem, ja jestem Caroline – odparłam i zapytałam – śledziłeś mnie?
- Nie, skądże. Po prostu widziałem jak wychodzisz, więc postanowiłem, że pójdę kawałek za Tobą, w końcu o tej porze może być niebezpiecznie – powiedział i uśmiechnął się zawadiacko – Co Ty na to, żebym Cię odprowadził? – zapytał
- Cóż mogę na to przystać, bylebyś mnie więcej już tak nie straszył
- Oczywiście – odpowiedział po czym ruszyliśmy przed siebie
Nie rozmawialiśmy zbyt wiele, dowiedziałam się tylko tyle, że przyjechał w pilnej sprawie do brata i nie zamierza tu długo zabawić. Kiedy doszliśmy już pod mój dom zapytał
- Ta dziewczyna, z którą tańczył Stefan, jak jej na imię?
- To Elena, moja przyjaciółka, czemu pytasz?
- Byłem ciekaw, przypomina mi moją starą znajomą – odpowiedział po czym spojrzał w ziemię głęboko nad czymś rozmyślając. – No nic, to ja już będę uciekał, radziłbym Ci nie krążyć w nocy po ulicy – powiedział i zniknął zaraz potem.

Co jest z tymi braćmi Salvatore? Oboje są tacy skryci i tajemniczy. Rozmyślając tak weszłam do domu przebrałam się w piżamę i położyłam do łóżka. Przed snem sprawdziłam jeszcze telefon z nadzieją, że Tyler się odzywał, niestety nic z tego. Byłam poważnie zaniepokojona tym co się z nim dzieje, lecz nie miałam już siły na dłuższe rozmyślania, przekręciłam się na drugi bok i już miałam iść spać, kiedy coś uderzyło w okno...

Mam nadzieję, że rozdział się spodobał i będziecie chętnie wracać, by czytać następne. Serdecznie dziękuję za wszystkie komentarze i na następny rozdział zapraszam za tydzień :)

sobota, 22 sierpnia 2015

Rozdział 1

Wstałam jak zawsze wcześniej rano, do szkoły miałam co prawda kawałek ale lubiłam dobrze wyglądać. Wzięłam prysznic i wybrałam garderobę na dziś, włosy rozpuściłam i uczesałam, jak zawsze lekko opadały na moją twarz. Zeszłam na dół, gdzie czekało na mnie już śniadanie przygotowane przez ciocię Jene. Nie długo później przyszła po mnie Caroline z Bonnie i jak zawsze razem poszłyśmy do szkoły. Nasza dusza towarzystwa (czyt. Caroline) jak zawsze miała świetny humor i tysiąc rzeczy do opowiedzenia. Nawet nie wiem kiedy, a dotarliśmy pod gmach szkoły. Do dzwonka zostało nam ponad dziesięć minut, dlatego postanowiłyśmy posiedzieć na świeżym powietrzu.
-Kto to? - Bonnie pokazała na mężczyznę wysiadającego ze staromodnego mercedesa. Przyglądałam mu się dosyć uważnie i już wiedziałam, że to jest dokładnie ten sam człowiek, którego widziałam dzień wcześniej.
-Nie wiem, ale podoba mu się. Pójdę i powiem, że jestem z komitetu powitalnego - klasnęła w dłonie, a w jej oczach pojawiły się iskierki radości.
-Caroline, muszę Cię zmartwić - zaczęłam mrugać teatralnie po czym skończyłam zdanie - u nas nie ma komitetu powitalnego.
-Ja to wiem, Ty, Bonnie ale on nie - jej entuzjazmu chyba nic nie było w stanie zmniejszyć.
-No tak masz rację, oprócz nas 3 wie to pewnie jakoś cała szkoła - Bonnie jak zawsze celna uwaga.
-Ale on nie wie - wstała, poprawiła ręką włosy i z szerokim uśmiechem poszła do tajemniczego chłopaka. Patrzyłam w ich stronę jak otępiała, śledziłam dosłownie każdy nawet najmniejszy gest Car i tego chłopaka. Tak jak już wspominałam on budził we mnie, niepokój. Po nie długiej chwili Car i jego już nie było, byli we wnętrzu budynku, czyli jednak dał się wrobić w komitet powitalny.
-Ona zrobi wszystko, żeby tylko upolować sobie chłopaka - i ponownie celna uwaga mej przyjaciółki.
-Taka już jest, nie zmienisz jej - uśmiechnęłam się, wzięłam Bonn pod rękę i zaczęłyśmy kierować się w stronę klasy. Byłam strasznie ciekawa do której klasy idzie tajemniczy chłopak, no i oczywiście jak wygląda. Usiadłam w czwartej ławce na środku klasy, czekając jak przyjdzie nauczyciel i oczywiście moja kochana blondyneczka. Car wbiegła do sali, dosłownie sekundę przed nauczycielem, usiadła w ławce przede mną. Była bardzo podekscytowana. Do klasy wszedł Alaric Saltzman, nowy nauczyciel historii. Przystojny, młody i nie przypomina eksponatu z muzeum jak nasza wcześniejsza nauczycielka Pani Jones.
-Witam jestem Alaric Saltzman, ale to zapewne już wiecie. Mówcie do mnie Alaric bądź po prostu Panie
Saltzman, jak wam wygodniej. Będę waszym nauczycielem historii no i cóż zacznijmy w końcu te zajęcia, bo przejdzie to do najdłuższego wstępu w historii - próbował zażartować, no ale cóż nie wyszło mu. Chociaż próbował. W pewnym momencie odwróciła się do mnie podekscytowana Caroline.
-On będzie chodził z nami do klasy - pisnęła radośnie, a minutę po jej słowach w progu klasy zjawił się on. Hebanowe włosy, lazurowe oczy i ubranie całe ciemne, mroczne.
-Mogę w czymś pomóc ? - zapytał miło Mr. Saltzman.
-Jestem nowym uczniem - odpowiedział zsuwając z nosa okulary, założył je na koszulke.
-Imię i nazwisko.
-Damon Salvatore - nauczyciel spuścił wzrok szukając go na liście.
-Nie ma Cię - Damon, bo tak ma na imię no w końcu przed chwilą się przedstawił podszedł do Alarica, chyba w celu sprawdzenia czy na pewno tak jest. Spojrzał wpierw w kartkę, a później prosto w oczy naszego profesorka, szepnął coś ledwo słyszalnie.
-Tak masz rację jesteś, przepraszam za pomyłkę - to było dziwne, albo i nie. Halo Elena, czemu we
wszystkim doszukujesz się jakiś spisków czy innych durnot. Usiadł w wolnej ławce dokładnie po mojej lewej stronie, patrzyłam w jego oczy jak szedł. Były takie...pociągająco dziwne. Usiadł nawet nie spojrzał w moją stronę, nic zero żadnej reakcji. Muszę przyznać, że jest bardzo interesujący. Lekcja minęła mi bardzo szybko, co chwila dyskretnie spoglądałam na nowego ucznia, jednak on ciągle wpatrywał się w jeden punkt na początku sali. Wydaję mi się, że musiał być bardzo zainteresowany lekcją.  Po dzwonku chciałam jak najszybciej wyjść z klas, jednak mój pośpiech nie był zbyt dobrym pomysłem. Przy drzwiach wpadłam na tego nowego, uniosłam lekko głowę do góry i ujrzałam jego lazurowe oczy, które dosłownie przewiercały mnie od środka. Miałam wrażenie, że on zna każdą moją myśl, zrobiło mi się duszno, nie mogłam nic powiedzieć. Pośpiesznie wyminęłam go i zaczęłam biec przez korytarz w stronę toalet, słyszałam za sobą krzyki Car i Bon, ale chciałam na chwilę zostać sama i ochłonąć. Wbiegłam do pierwszej lepszej kabiny zamykając ją od środka, zsunęłam się po drzwiach do dołu i zaczęłam uspokajać oddech. Schowałam twarz w dłoniach, czułam jak przez jego jedno spojrzenie moje ciało płonęło od środka, czułam że on wie o mnie wszystko. Caroline i Bonnie były w łazience chwilę po mnie, zaczęły walić do drzwi, krzyczały żebym je otworzyła.
-Eleno Gilbert jeżeli za chwilę nie otworzysz tych drzwi obiecuję Ci, że je wyważę... nie wiem jak ale to zrobię - cóż Car i jej obietnice. Wstałam przetarłam oczy i wyszłam.
-Co się stało ? - Bon na prawdę wyglądała na przerażoną moim stanem.
-Nic mi nie jest ok? Po prostu ten nowy mnie onieśmiela, zbłaźniłam się i tyle - wzruszyłam ramionami, podeszłam do zlewu i ochlapałam twarz wodą. Caroline podeszła do mnie podając papierowe ręczniki.
-Możemy już iść - wzięłam torbę i otworzyłam drzwi od łazienki i znów na kogoś wpadłam. Mogę śmiało stwierdzić, że to jakieś fatum to ponownie on, piękny i boski mroczny.
-Witaj - powiedział, a jego kąciki ust lekko się uniosły.



Witam was w pierwszym rozdziale mojego Fanfiction. Mam nadzieję, że robi on na was pozytywne wrażenie i zachęca do czytania kolejnych rozdziałów. Drugi powinien pojawić się w przeciągu tygodnia, może wcześniej. Dziękuje za każdy komentarz, ponieważ jest on dla mnie dodatkową motywacją do pisania dla was :)

Rozdział 1

Jak zwykle budzik zadzwonił o 07:00 godzinie. Wstałam powoli z łóżka i przetarłam oczy. Nie pamiętam już, kiedy miałam okazję się wyspać, ostatnie dni były dla mnie męczące. Od kilku dni planuję razem z moją przyjaciółką Bonnie przyjęcie niespodziankę dla Eleny. Jako, że jest ona najpopularniejszą dziewczyną w szkole, impreza musi być wyjątkowa i przebić tą z zeszłego roku. Nie będzie to łatwe, ale czego się nie robi dla przyjaciół.

- Caroline! Tyler po Ciebie przyjechał, pospiesz się
- Już schodzę mamo
Skończyłam się ubierać i zeszłam na dół, gdzie ujrzałam moją mamę gawędzącą z moim chłopakiem Tylerem. Jestem z nim już od 2 lat i nadal za każdym razem gdy go widzę zapiera mi dech w piersi. Poznaliśmy się na początku szkoły średniej i od razu coś między nami zaiskrzyło, od tamtej pory jesteśmy nierozłączni, chociaż ostatnimi czasy Tyler zachowuje się jakoś inaczej, jest jakby
niedostępny.
 Z rozmyślań wyrwała mnie mama, która dosłownie wypchnęła mnie za drzwi.
- Powodzenia na egzaminie – powiedziała i posłała mi buziaka na do widzenia
- Egzamin? To dzisiaj? – zapytałam zdezorientowana
- Tak skarbie, gdybyś nie była tak rozkojarzona planowaniem imprezy dla Eleny pamiętałabyś o tym – poganił mnie Tyler.
- Wiem, że ostatnio jestem trochę skołowana, ale to już długo nie potrwa – odpowiedziałam pospiesznie, po czym wsiadłam do auta i na nowo zaczęłam rozmyślać.
W szkole jak zwykle nie działo się nic ciekawego, no może poza tym, że Tyler znowu dostał medal za swoje osiągnięcia sportowe. W zeszłym roku został kapitanem drużyny futbolowej i muszę przyznać, że jest w tym naprawdę niezły.
 Idąc do stołówki spotkałam Bonnie, oczywiście na mój widok podbiegła z wielkim uśmiechem na
twarzy i przedstawiła mi swój pomysł na przyjęcie niespodziankę dla Eleny.
- Mówię Ci będzie zachwycona! – powiedziała podekscytowana.
- Bal maskowy? Czy to aby na pewno dobry pomysł, żeby połączyć tegoroczną imprezę z urodzinami Eleny? – zapytałam zaskoczona
- Oczywiście, będzie cała szkoła, mnóstwo chłopców, wiesz że Elenie przydałby się jakiś gorący towar, w końcu z Mattem przestała spotykać się w zeszłym roku, czas najwyższy na zmiany.
- No nie wiem czy Elena będzie zadowolona z tego powodu, że znowu usiłujesz ją z kimś poznać – Odpowiedziałam rzucając jej pytające spojrzenie.
-Oj daj spokój, przecież nie zmuszam jej do niczego.
- Kogo do niczego nie zmuszasz? – zapytała Elena
- Ooo cześć, nie widziałam Cię. Nikogo tak sobie po prostu gadamy – odpowiedziała zaczerwieniona.
- Ja się zmywam, muszę jeszcze powtórzyć materiał przed egzaminem – posłałam im całusa i odeszłam w drugą stronę.
Moją naukę przerwał Alaric, nasz nauczyciel historii, oświadczając mi że sprawdzian właśnie się zaczął i żebym udała się do klasy. Rzeczywiście byłam 10 minut spóźniona, nie wiem jak to się dzieje, że wciąż mi wszystko umyka. Wchodząc do klasy zauważyłam nieznajomą twarz chłopaka,
wyglądającego na 17 lat.
-Moi drodzy to jest Stefan, nasz nowy uczeń – oznajmił nauczyciel historii – Po teście proszę, niech któreś z was oprowadzi nowego kolegę po szkole i zapozna go z systemem naszej szkoły, a teraz proszę wyjąć ołówki, resztę schować do plecaka – powiedział po czym rozdał każdemu sprawdzian.
Wychodząc z klasy natknęłam się na nowego
- Oj przepraszam, nie chciałam na Ciebie wpaść
- Nic się nie stało – odpowiedział uśmiechając się
- Elena! – zawołałam widząc jak wychodzi właśnie z Sali
- O co chodzi? – zapytała zdezorientowana, po czym uwiesiła wzrok na Stefanie
- Byłabyś tak miła i oprowadziła naszego nowego kolegę po szkole?
- Ja? Ale… dobrze, co mi szkodzi – powiedziała speszona, po czym oddaliła się razem ze Stefanem.
Nie dało się nie zauważyć, że patrzył na nią jakby chciał ją zjeść, dosłownie przewiercał ją wzrokiem. Ale chyba, każdy chłopak reaguje tak na Elenę, w końcu jest piękna. Może chociaż on wzbudzi w niej jakiekolwiek zainteresowanie. Odkąd zerwała z Mattem, nie spotykała się z nikim innym. Może Bonnie ma rację, a ja z całą pewnością dopilnuję aby Stefan pojawił się na tegorocznym balu maskowym.
Po szkole udałam się do Bonnie i wspólnie obgadałyśmy do końca, każdy drobny szczegół balu. Później przyjechał po mnie Tyler i odwiózł mnie do domu.
- Wejdziesz? – zapytałam.
- Niestety nie mogę, muszę jeszcze podjechać do Matta – odpowiedział, po czym pocałował mnie czule na pożegnanie.
Wysiadłam z samochodu i usiadłam na ganku rozmyślając o moim związku z Tylerem. Ostatnio jest jakoś inaczej między nami, czuję że coś jest nie tak, lecz on nie chce powiedzieć o co chodzi. Zgrywa twardziela, który woli ze wszystkim radzić sobie sam. Moje rozmyślania przerwał odgłos łamanych gałęzi. Odwróciłam się w kierunku, z którego dochodził hałas i zauważyłam jakiś ruch, jakby ktoś zeskoczył właśnie z drzewa. To niedorzeczne pomyślałam i skarciłam się w duchu za bycie tak bojaźliwą. Miałam już wchodzić do domu, kiedy usłyszałam za sobą czyjś głos
- Witaj, wybacz jeśli Cię przestraszyłem, nie miałem takiego zamiaru –powiedział.
- Stefan? Co Ty tutaj robisz? – zapytałam zdezorientowana
- Wracałem właśnie z przechadzki, kiedy Cię zauważyłem, stwierdziłem więc, że się przywitam – powiedział i podszedł bliżej
- I jak podoba Ci się w Mystic Falls? – zagadnęłam mając nadzieję, że wspomni coś miłego o Elenie
- Myślę, że zaczyna mi się tutaj bardzo podobać i może nawet zostanę na dłużej – odparł uśmiechając się.
Teraz miałam okazję lepiej mu się przyjrzeć. Jest nieziemsko przystojny, to trzeba mu przyznać, ciężko oderwać od niego wzrok. Kiedy tak stałam i uporczywie mu się przyglądałam zagryzając wargę, wyrwał mnie z transu
- Caroline? Jesteś tam? – zapytał uśmiechając się zawadiacko
- Wybacz zamyśliłam się – odpowiedziałam i poczułam jak na twarz wypływa mi ogromny rumieniec, spuściłam, więc głowę i zapytałam czy Elena wywiązała się z oprowadzenia go po szkole.
- Oczywiście, wszystko mi pokazała, to bardzo miła dziewczyna
- To dobrze. I jest wolna – wymsknęło mi się, i moja twarz ponownie zapłonęła czerwienią, Elena z całą pewnością nie byłaby pocieszona taką odpowiedzią. Stefan zaśmiał się, po czym podał mi rękę
- Miło było Cię spotkać Caroline- uścisnął moją dłoń po czym odszedł.
Leżąc w łóżku zastanawiałam się, skąd Stefan przyjechał. Jest inny niż wszyscy chłopcy jakich do tej pory spotykałam. Nie to, żebym była nim zainteresowana w jakiś sposób, po prostu wyparł na mnie dobre wrażenie. Wydaje się być taki porządny i poukładany. Jutro wypytam Elenę jakie ona odniosła w stosunku do niego wrażenie, tymczasem idę spać, jutro znowu dzień pełen przygotowań.




Kochani mam nadzieję, że rozdział wam się spodoba i z chęcią będziecie zaglądać i czytać kolejne :)

środa, 19 sierpnia 2015

Prolog

Siedziałam w pokoju zapisując moje przemyślenia w pamiętniku. Ciocia Jena, gotowała od rana obiad, a Jeremy no właśnie gdzie on ? Nie mam pojęcia, odkąd ma swoje nowe towarzystwo zupełnie odizolował się od całej rodziny. A raczej jej pozostałości. Czasem czułam się przytłoczona własną samotnością, oczywiście miałam przyjaciółki, znajomych oraz masę ludzi którzy próbowali wkupić się w moje łaski. Właściwie to czemu oni to robią?
-Elena obiad - głos cioci rozniósł się po całym domu, odłożyłam mój pamiętnik i zeszłam. Jak zawsze jedliśmy w niezmiernej ciszy. Czuję się strasznie, kiedyś było tu radośnie, głośno. Zawsze pełno ludzi, mój tata, mama, brat a teraz nic.
-Dziękuje - wstałam i odstawiłam talerz do zmywarki. Jak najszybciej pognałam schodami na górę. Jak widać moje życie jest nudne i monotonne. Usiadłam na parapecie, na którym znajdowała się cała masa różnokolorowych poduszek i koców. Wyjrzałam przez okno rozglądając się po okolicy. Moją uwagę przykuł jakiś mężczyzna, nie wiem ile ma lat, może tyle co ja? Nie jestem pewna. Stoi w czarnej skórzanej kurtce i spodniach o tym samym kolorze. Jest niezmiernie przystojny. Wpatruje się we mnie, a ja w niego. Nie wiem czemu, ale patrząc na niego czuję wzrastający niepokój i fascynacje. Odwracam głowę, przerywając nasz kontakt wzrokowy, gdy ponownie patrzę w to miejsce, jego tam już nie ma.




Witam wszystkich w prologu, mam nadzieję że wam się podoba i z chęcią będziecie czytali kolejne rozdziały. Pierwszy pojawi się w przeciągu tygodnia. Będę wdzięczna za każdy komentarz :)

Prolog

Była chłodna listopadowa noc, siedziałam przed komputerem i pisałam pracę domową z angielskiego, kiedy nagle usłyszałam czyjeś krzyki. Zaniepokojona wstałam i podeszłam do okna by zobaczyć co się dzieje. To co zobaczyłam zmieniło moje życie już na zawsze. Ulica była cała we krwi i choć było ciemno, moim oczom ukazała się straszliwa bestia, która pochylała się nad swoją ofiarą i rozdrapywała jej gardło. Na chwilę zamarłam, nie mogłam odejść od okna, wpatrzona w okrutną scenę, która rozgrywała się tuż pod moim domem, stałam nieruchomo usiłując zrozumieć to co właśnie działo się na zewnątrz. Nagle istota, która wcześniej pochylała się nad swoją ofiarą uniosła głowę. Wtedy pierwszy raz spojrzałam w oczy bestii, jarzyły się intensywną czerwienią. Przerażona tym co ujrzałam, szybko opadłam na podłogę i zaczęłam krzyczeć, to było ostatnią rzeczą jaką dane było mi zrobić, zaraz potem umarłam...



Kochani piszcie jak podoba wam się wstęp. Pierwszy rozdział pojawi się w przeciągu tygodnia :)

wtorek, 18 sierpnia 2015

O blogu

Witamy was serdecznie na naszym blogu, poświęconemu pisaniu Fanfiction. Głównymi bohaterami opowiadań będą traumy Delena oraz Klaroline. Będą pojawiać się również inne znane postacie z TVD i TO.

Jeśli chodzi o nas, to jesteśmy z aska o Pamiętnikach Wampirów ---> http://ask.fm/FanpageTheVampireDiaries
Adminka Elena, będzie pisała opowiadanie o Klaroline, natomiast adminka Caroline, zajmie się opowieścią Deleny. Na wstępie chciałybyśmy uprzedzić czytelników, że opowiadania mogą zawierać wulgarne oraz niecenzuralne treści. W przeciągu tygodnia pojawi się opis postaci, obu opowiadań. Rozdziały będą pojawiały się w weekendy :)

Mamy nadzieję, że spodoba wam się nasza twórczość i będziecie chętnie wracać na naszego bloga i czytać nowe wpisy :)